To nie to samo

6.7K 215 19
                                    

- Mateo...- to było jedyne co potrafiłam w tamtym momencie powiedzieć. Totalnie zszokowana patrzyłam na niego i nie wiedziałam co mam myśleć. Byłam święcie przekonana, że wszystko co do niego czułam zaczęło zanikać w momencie, gdy 5 lat temu wyjechał bez słowa. Przez te kilka lat tłumiłam i uciszałam wszystkie emocje oraz myśli, które były z nim związane. Byłam pewna, że już mi przeszło, że to co było to tylko dziecinne romanse, które teraz nie mają żadnego znaczenia.

Jednak stojąc teraz przed nim i patrząc w te jego błękitne tęczówki, dla których tak dawno przepadłam, poczułam, że coś zaczyna wracać, jednak coś było nie tak. Kiedyś w tych oczach widziałam, piękne spokojne morze, bezchmurne niebo o poranku, moje ukochane kwiaty  niezapominajki. Lecz teraz patrząc w te oczy widziałam niebo, z którego zaraz będzie lać deszcz, morze, które pod wieczór przybierało ciemnawy kolor, a niezapominajki, już zapomniały jaki kolor wcześniej przybierały.

To już nie było to samo.

Mateo nie przypominał już tego chłopca, którego znałam. Jego włosy przybrały ciemniejszy kolor brązu, z jego buzi zniknął tak zwany baby face, a zastąpiła go mocno zarysowana szczęka, lekki zarost i te nieznajome oczyMateo stał się dużo wyższy, przez co sięgałam mu teraz do ramion, które przybrały na masie. Widać było po jego sylwetce, że chodził na siłownie, a na jego rękach zauważyłam liczne tatuaże. Mateo zapamiętałam jako 17-stoletniego chłopca, o delikatniej urodzie i promiennym uśmiechu, a jego nowa wersja przedstawiała typ chłopaka, przed którym ostrzegała mnie mama.

Zabawne.

- Coś małomówna jesteś, laleczko - zaśmiał się delikatnie przy okazji zaciągając się papierosem - Zapomniałaś jak się używa języka ?- zapytał z kpiną.

Laleczka boli inaczej, bo kiedyś słysząc to przezwisko czułam się wyjątkowo, a teraz jedyne co czułam to właśnie ból.

- Bo nie mam ci dosłownie nic do powiedzenia - odpowiedziałam wrednie. Mateo, którego znam, nigdy podczas rozmów nie był wredny, wręcz przeciwnie, zawsze w swojej wypowiedzi dodawał miłe słówka, przez które rumieńce pojawiały mi się na twarzy. Dawny Mateo zawsze dobierał słowa wobec mnie tak, żeby w żaden sposób mnie nie urazić.

Jednak to już nie był ten Mateo z przed 5 lat.

- A to ciekawe - uśmiech nie schodził mu z twarzy - Aż tak mocno się nudzisz w życiu, że nawet nie masz o czym opowiadać ? To smutne laleczko - Gdy skończył mówić, rzucił papierosa na kafelki, zdeptał go i nogą strącił z balkonu.

- Wybacz, ale to jakie jest moje życie nie powinno cię wcale interesować - odpowiedziałam - Jak ty w ogóle znalazłeś się na moim balkonie ? - spytałam szczerze zaciekawiona, spider menem to on nie był, żeby łazić po nie swoich balkonach.

- Raczej na naszym balkonie, o tu - wskazał ręką na drzwi po prawej stronie, których wcześniej nie zauważyłam - Jest mój pokój, więc ten balkon jest nasz wspólny - uśmiechnął się złośliwie. Świetnie, jeszcze mi tego brakowało, żebym dzieliła z nim balkon. Może gdyby nie był taki chamski jak teraz, to bym to przeżyła, ale po tym co usłyszałam stwierdziłam, że już nigdy więcej na tym balkonie moja noga nie stanie, o ile będzie na nim on. Nie będę rezygnować z tego miejsca, przez jakiegoś bruneta z durnym uśmieszkiem, który kiedyś potrafił roztopić mi serce.

- Nie nauczyli, że nie ładne kogoś tak ignorować w trakcie rozmowy laleczko ? - spytał mnie, gdy przez dłuższą chwilę nic nie odpowiadałam.

Skończ z tą laleczką...błagam.

- A ciebie nie nauczyli empatii do drugiego człowieka ? Poza tym nie mów do mnie tak, nie mam już 12 lat - odbiłam piłeczkę. Jeżeli on sobie myśli, że pozwolę sobie na takie jego komentarze to się grubo pomylił. Nie chcąc, żeby zobaczył moje łzy odwróciłam się szybko i zniknęłam za moimi drzwiami balkonowymi. Zamknęłam je i zasłoniłam firanę, na wypadek gdyby postanowił tam zostać i zaglądać do mojego pokoju. Usiadłam na łóżku totalnie nie wiedząc co robić.

Wiedziałam to od początku, że już nie będzie jak wcześniej, że cała moja relacja z nim się zmieni. Jednak byłam przekonana, że to co czułam do niego już dawno zniknęło, że gdy go zobaczę to może i przypomnę sobie o tym jak było, ale nie sądziłam, że na nowo poczuje to uczucie. Nie wiem czy się z niego po prostu nie wyleczyłam, czy może spotkanie z nim w cztery oczy przypomniało mi jak kiedyś się przy nim czułam. Możliwe, że to moje wewnętrzne dziecko się odezwało gdy go zobaczyłam, może ta mała ja, miała nadzieję, że te 5 lat nic nie zmieniło, że może brunet nadal jest taki jaki był zanim wyjechał. Mała ja chyba miała nadzieję, że uda mi się go odzyskać. Jednak ta nadzieja tak szybko jak się pojawiła, tak szybko wyparowała, bo w nim nie ma już nic co kochałam, po starym nim zostały tylko wspomnienia.

Nie mogłam sobie znowu pozwolić na to co przechodziłam wtedy, po prostu się na to nie zgadzałam. Nie wejdzie mi on ponownie do głowy, a tym bardziej do serca. Wszystkie rany, które dzisiaj na nowo się otworzyły, zszyje ponownie. Wszystko emocje wobec niego zamknę głęboko w sobie. Wszystkie myśli zagłuszę na nowo, a uczucia, które się pojawią zabiję.

Mateo może i wrócił do mojego życia ale nie zwróci mi już kawałka tamtej mnie, którą zabrał ze sobą i nie zabierze, tego kawałka nowej mnie, która się na niego zamknęła.

Muszę go po prostu ignorować, udawać, że jego stara wersja nie istnieje, uciszyć wszystko co jest związane z nim i nauczyć się żyć z jego nową wersją, bo starej już nie odzyskam, a nowej nie chce mieć.

Czas pokaże, czy uda mi się to zadanie wykonać.

Jedyne co teraz chciałam zrobić to zasnąć i śnić o wersji mojego życia, w której moja mama żyje. W wersji, gdzie życie brzmi jak poranne śpiewy ptaków, jak śmiech ukochanej osoby. W wersji gdzie życie wygląda jak kolorowe rysunki w opowieściach dla dzieci, gdzie wygląda jak zachód słońca nad taflą wody.

Bo skoro moje prawdziwe życie jest czarno-białe, to chociaż w moich snach jest wielkokolorowe, ale przecież ja uwielbiam połączenie bieli i czerni, prawda ?

W momencie, w którym miałam się już kłaść, usłyszałam pukanie do drzwi.

- Proszę - powiedziałam. Drzwi się otworzyły, a w nich stanął Logan.

- Hej, nie chce przeszkadzać, ale za 5 minut jest wspólna kolacja i chcielibyśmy, żebyś do nas dołączyła - powiedział i w momencie w którym miałam, mu odpowiedzieć to dołączył do nas trzeci głos.

- Ja wcale tak nie twierdzę - usłyszałam głos Mateo, który prawdopodobnie schodził właśnie na dół.

No trzymajcie mnie błagam.

- Nie słuchaj go, on już ma taki charakter, zejdź do nas proszę, fajnie będzie znowu usiąść razem do stołu - Logan uśmiechnął się i widziałam, że mu na tym zależy, w przeciwieństwie do mnie.

- Zaraz zejdę - odpowiedziałam, a on skinął głową i wyszedł. Co ja miałam mu powiedzieć ? Nie dzięki Logan, ale totalnie nie mam ochoty na siedzenie z wami, jakoś przez 5 lat potrafiliście jeść kolacje beze mnie to co ci tak zależy ? Poza tym, nie ma opcji, że usiądę z nim przy jednym stole.

Nie jestem taka. Logan dzisiaj przez cały dzień był miły i widziałam, że naprawdę mu na tym zależało, więc nie potrafiłam mu odmówić. Miałam w sobie jeszcze trochę dobroci, poza tym dawno nie widziałam się z bratem i Thomasem. Pomimo tego, że nie powinnam chcieć ich za bardzo widzieć to było właśnie na odwrót.

Jednak jest to jedyna rodzina jaka mi została.
—————————————————————————
Stwierdziłam, że dodam już teraz nowy rozdział, bo chciałam, żebyście poznali już Mateo.

Dziękuje za taki miły odbiór na tik toku, cieszę się, że tyle z was zaciekawiła ta opowieść <3

It was always you - Cześć pierwszaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz