Tylko przyjaciele

5.8K 179 235
                                    

Nigdy wcześniej nie obudziłam się z, aż tak mocnym bólem głowy. Nie raz byłam na imprezach, na których przesadziłam z piciem, ale teraz definitywnie pobiłam swój rekord. Czułam się okropnie, ból odczuwałam po prostu wszędzie, a na ręce miałam ogromnego siniaka. Na szafce po lewej stronie łóżka zauważyłam szklankę wody i leki. Zdecydowanie to nie ja je tutaj zostawiłam, tylko pewnie któryś z chłopaków, ponieważ wczoraj wypiłam tyle, że na pewno znowu mnie ktoś zaniósł do pokoju na rękach. Miałam ochotę przeleżeć cały dzień w łóżku. Nie miałam na nic siły. Sen wydawał się najlepszą opcją, ale chcąc lub nie chcąc musiałam się podnieść. Wiem, że potem bym żałowała, że przez cały dzień nie zrobiłam nic pożytecznego.

Dojście do łazienki nie należało do łatwych, ale udało mi się. Od razu weszłam do wanny, nie miałam siły, żeby stać w prysznicu. Kąpiel w bardzo ciepłej wodze mnie trochę ożywiła i zdecydowanie leki zaczęły powoli działać. Zaczynałam czuć się lepiej, ale nadal nie było idealnie. Bardzo dużo czasu spędziłam w wannie. Od zawsze uwielbiałam kąpiele, ponieważ wtedy mogłam się zrelaksować. Tym razem nikt mi makijażu po imprezie nie zmył, przez co byłam wkurzona. Moja skóra bardzo na tym ucierpiała. Ubrana w biały szlafrok, zmywałam makijaż i myślałam o wczorajszej imprezie. Nie pamiętałam nic. Kompletna pustka. Jedynie pamiętałam, że przed imprezą byłam z Loganem na takim jakby klifie. Pocałunek z nim był dziwny. Nie wiedziałam z czego to wynikało. Wyobrażałam sobie ten pocałunek inaczej, a szczególnie wyobrażałam go sobie z kimś innym. Czułam się okropnie z faktem, że podczas pocałunku z Loganem, myślałam o Mateo. Nie miałam pojęcia dlaczego tak się stało.

Przecież już chyba nic do niego nie czułam.

Logan zabrał mnie potem do domu, a tam czekali na mnie znajomi. Wiedziałam, że chłopaki pewnie o moich urodzinach nie zapomnieli, ale nie sądziłam, że przygotują dla mnie imprezę. Byłam bardzo szczęśliwa, chciałabym wiedzieć co się na niej działo, ale niestety wypiłam bardzo dużo. Thomas ciągle powtarzał, że są to moje urodziny więc muszę się nawalić. Cóż, posłuchałam go i żałuję. Stresowałam się trochę moimi urodzinami. Chłopacy nie świętowali ze mną od 5 lat i były to moje pierwsze urodziny bez mamy obok. Dzień przed imprezą czułam się fatalnie. Większość dnia spędziłam w pokoju ciągle płacząc, aż w pewnym momencie zasnęłam. Moje urodziny były połączone z Halloween, ponieważ mam urodziny dzień przed tym świętem. Jak tylko zobaczyłam ludzi w kostiumach to zrobiło mi się głupio, ponieważ ja żadnego nie miałam. Na szczęście  z pomocą przyszła Mia, załatwiła mi kostium diabła, a ona była aniołkiem. Miałyśmy typowe kostiumy dla dwóch przyjaciółek.

I akurat Mateo był przebrany za lucyfera.

W łazience spędziłam bardzo dużo czasu. Temperatura na dworze była bardzo niska. Strasznie nie lubiłam jesieni oraz zimy. Nie lubiłam marznąć i być chora. O wiele bardziej wolałam lato, gdzie nawet o 22 było ciepło. Zamiast słońca, były ciemne chmury na niebie. Nie byłam z tego powodu zadowolona. Miałam na sobie czarne dresy i do tego założyłam tego samego koloru bluzę mojego brata. Bruno gdy wyjeżdżał to nie zabrał ze sobą wszystkiego, a ja z tego skorzystałam. Kiedyś ta bluza była na mnie za duża, jednak teraz była prawie dobra, jedynie rękawy były trochę za długie, ale nie przeszkadzało mi to. Bardzo lubiłam tą bluzę, z przodu miała jedynie mały, biały napis, którego nie rozumiałam, bo był napisany w nieznanym mi języku, a z tyłu były namalowane skrzydła anioła z tym samym napisem, tylko że większym. Często w tej bluzie chodziłam, gdy było chłodno. Jednak pierwszy raz założyłam ją w tym domu. Wiedziałam, że brat nie miał by mi tego za złe, a ja lubiłam ją nosić, ponieważ wtedy czułam jakbym była blisko brata.

Zgarnęłam szybko swój telefon z szafki nocnej i kierowałam się do wyjścia z pokoju. Byłam bardzo zdziwiona, gdy okazało się, że była już szesnasta. Nie sądziłam, że spałam aż tak długo. Ciekawiło mnie to, o której położyłam się spać. Na dole zastałam jedynie Mateo i Thomasa, pierwszy wyglądał dobrze, a nawet bardzo dobrze. Miał na sobie szare dresy i czarną obcisłą koszulkę na długi rękaw, za to ten drugi wyglądał jakby umierał. Domyślałam się, że tak samo jak ja, wypił wczoraj za dużo. Oboje siedzieli przy stole, więc do niech dołączyłam. Mateo dziwnie na mnie spojrzał.

It was always you - Cześć pierwszaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz