II. Chęć zemsty

5.6K 462 62
                                    

Nie zapomnijcie zostawić gwiazdki i komentarzy 🎀

Miłego czytania!
_____

Do mieszkania dotarłam jakieś pół godziny później. Nesta czekała na mnie w kuchni i wyglądała jakby chciała mnie udusić.

– Wołałam cię, dlaczego się nie zatrzymałaś? – zapytała cicho, obserwując wino, które poruszało się zgodnie z ruchem jej nadgarstka. – Zrozumiałabym, gdybyś powiedziała, że potrzebujesz przestrzeni, ale ty po prostu pobiegłaś przed siebie. W środku nocy.

Przeniosła spojrzenie ciemnych tęczówek na mnie i zacisnęła usta w wąską linię.

– Przepraszam, Nes – mruknęłam, czując jak ciepło wpływa na moje moje policzki. – Musiałam pobyć sama i...

– Nieważne – machnęła lekceważąco dłonią, rezygnując ze słuchania moich prób wytłumaczenia się – po prostu więcej tak nie rób. Coś mogło ci się stać, jak wytłumaczyłabym to twoim rodzicom i tej małej smarkuli?

– Martwiłaś się – zauważyłam z lekkim uśmiechem i stanęłam po drugiej stronie wyspy kuchennej. Puściłam mimo uszu, że nazwała Arisę smarkulą. Kiedyś próbowałam to zmienić, ale ona nie słuchała, a siostrze nigdy to nie przeszkadzało. Była zbyt pewna siebie i nie interesowało ją zdanie innych.

– Wydaje ci się – prychnęła i jednym haustem dopiła wino, które miała w kieliszku. Odłożyła naczynie na blat i przyglądnęła mi się uważnie. – Potrzebujesz lampki wina?

– Nie. – Pokręciłam głową i spuściłam wzrok na swoje paznokcie. Fioletowy lakier gdzieniegdzie już odchodził.

– To może chcesz obejrzeć jedną z tych twoich bajek? – zapytała jakby od niechcenia, ale gdy tylko podniosłam wzrok zauważyłam w jej spojrzeniu ten rzadki przebłysk troski.

– Chyba nie mam nastroju na szczęśliwe zakończenie – powiedziałam, a mój głos załamał się na ostatnim słowie. – Chyba w ogóle nie mam już ochoty na nic co romantyczne. Może miałaś racje? Może szczęśliwe zakończenia nie istnieją?

Do oczu napłynęły mi łzy, a Nesta zaklęła siarczyście pod nosem zanim podeszła do mnie i zamknęła mnie w uścisku. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo tego potrzebuję.

– Nie słuchaj tego co mówię, to bzdury. Dostaniesz swoje szczęśliwe zakończenie i całą gromadkę zaślinionych dzieciaków – powiedziała cicho, głaszcząc mnie po plecach.

– Jak on mógł mi to zrobić? – zapytałam zanim rozkleiłam się na dobre. Głośno zaszlochałam, a ramiona Nes zacisnęły się ciaśniej wokół moich.

– Nie doceniał tego, co miał pod nosem – prychnęła. – Trafisz na kogoś lepszego, na kogoś kto...kto pokocha cię całym sobą.

Wydawało mi się, jakby te słowa z trudem przeszły jej przez gardło.

– Tak bardzo się starałam.

Wypłakiwałam wszystkie swoje żale w czarny materiał jej bluzy, a ona starała się dać mi wsparcie jakiego w tamtej chwili potrzebowałam.

– Byłaś wystarczająca, nadal jesteś. – Nieprzerwanie głaskała mnie po plecach. – Travis jest ślepy skoro nie dostrzegł, że ma przy sobie takiego anioła. Nie umniejszaj sobie, bo to on zawiódł.

Odsunęła mnie od siebie, żeby zetrzeć łzy z moich policzków. Nie mam pojęcia kiedy usiadłyśmy na podłodze.

– Chce się położyć – wymamrotałam przez płacz, jak mała dziewczynka.

– Chodź, pomogę ci zmyć makijaż. Później przebierzesz się w piżamę i pójdziesz spać – tłumaczyła mi, ścierając kolejne łzy z mojej twarzy. – A jutro wstaniesz i będziesz tą samą Penelope co zawsze. Nie dasz mu poznać, że cię to zabolało. Bo ktoś taki jak on nie zasługuje na twoje łzy. Nikt nie zasługuje.

Mój Przypadkowy Hokeista [16+] ZAKOŃCZONEOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz