V. Nowi "przyjaciele"

5.3K 465 95
                                    

Hej! Dzisiaj trochę wcześniej żeby nie trzymać was dłużej w niepewności.

W zamian możecie zostawić gwiazdkę i komentarze ♥

Miłego czytania!

______

W jednej sekundzie stałam obok Wayne'a, a w drugiej zostałam zagarnięta za niego. Chłopak zrobił krok w stronę zmierzającego w naszą stronę futbolisty.

– Zawsze musisz kręcić się przy tym co moje, co? – zapytał i popchnął go, ale Crawford jedynie lekko się zachwiał. Wyrzucił papierowy kubek do kosza na śmieci i zacisnął dłonie w pięści.

– Penelope nie należy ani do ciebie ani do mnie. To człowiek a nie rzecz – syknął i tym razem to on go odepchnął.

Ktoś pociągnął mnie za ramię w bok. Odwróciłam głowę i zauważyłam Nestę z poważną miną.

– Lepiej się w to nie wtrącać – stwierdziła cicho.

– Ale przecież...

– On sobie poradzi, Pen.

Zacisnęłam usta w wąską linię i odwróciłam w stronę byłego chłopaka i tego udawanego. Akcja nabrała tempa, bo przeszli do okładania się pięściami. Wciągnęłam powietrze z sykiem, gdy Wayne oberwał. Zrobiłam krok w ich stronę, ale przyjaciółka znów mnie powstrzymała.

– Nie możemy tak stać i na to patrzeć, Nes – jęknęłam bezradnie.

– I co zrobisz? Wpadniesz między nich jakbyś miała moc uspokajania samców alfa? Nie jesteś Elle z The kissing booth – mruknęła jakby znudzona. – Zaraz przestaną, Travis i tak jest w gorszym stanie.

– Ale przemoc nie jest żadnym rozwiązaniem – powiedziałam ledwo słyszalnie.

– Hej! – Ktoś krzyknął więc od razu odwróciłam głowę w tamtą stronę. Jakiś chłopak z blond loczkami wbiegł pomiędzy nich i pchnął Travisa, aż ten upadł i zarył głową o trawnik. Skrzywiłam się nieznacznie, to musiało być bolesne.

Zrozumiałam, że to musiał być jakiś kolega Wayne'a.

Uścisk na moim ramieniu zelżał więc bez zastanowienia podeszłam do niego i ze zmartwioną miną obejrzałam jego twarz. Nie wyglądał najlepiej, ale jego przeciwnik zdecydowanie wyglądał gorzej.

Travis leżał teraz na trawniku i ciężko dyszał. Jego koledzy z drużyny zebrali się wokół niego i mówili coś do niego przyciszonymi głosami. Byłam pewna, że zaraz pojawi się tutaj Margot i narobi hałasu, więc chciałam się jak najszybciej zwinąć. Nie chciałam też żeby doszło do kolejnej bójki.

– Masz. – Podałam mu paczkę chusteczek i odetchnęłam cicho. – To trzeba będzie opatrzyć, albo od razu jechać do szpitala. Ten nos nie wygląda dobrze.

– Nie martw się, nie złamał go – powiedział ten obok i uśmiechnął się do mnie szeroko. – Mocno mu przywalił, ale gdyby go złamał wyglądałby dużo gorzej. Uwierz mi, Penelope.

Zmarszczyłam brwi, bo on także znał moje imię, gdy ja kompletnie go nie kojarzyłam.

Czy naprawdę byłam, aż tak rozpoznawalna na kampusie? Coś tutaj nie grało.

– Skąd... – Chciałam zapytać, ale Wayne przerwał naszą rozmowę.

– Idę do szatni, żeby coś z tym zrobić. Idziesz ze mną? – Spojrzał na mnie, a ja od razu kiwnęłam głową.

– Idę, ale myślę, że powinniśmy iść do mnie. Wydaje mi się, że mam trochę lepszy sprzęt niż przeterminowana woda utleniona i gaza.

– W takim razie idziemy. – Skinął głową i posłał swojemu koledze ostatnie spojrzenie zanim ruszyliśmy w kierunku mojej kamienicy.

M贸j Przypadkowy Hokeista [16+] ZAKO艃CZONEOpowie艣ci t臋tni膮ce 偶yciem. Odkryj je teraz