VII. Dedykowane zwycięstwo

5.1K 468 82
                                    

Przepraszam, że tak późno, ale nie byłam w stanie poprawić rozdziału wcześniej! ♥

Nie zapomnijcie zostawić gwiazdki i komentarzy.

Miłego czytania! ♥

_______

W weekend w końcu znalazłam czas dla siebie. Mogłam usiąść z kubkiem gorącej herbaty w ulubionej kawiarni i zająć się nowymi szkicami. Rzadko kiedy pozwalałam sobie na takie wypady, ale czułam potrzebę zmiany otoczenia.

Może ulubiona kawiarnia i deszcz za oknem sprawią, że mój szkic w końcu wyjdzie tak, że będę z niego zadowolona. Pracowałam nad nim w każdej wolnej chwili, ale nadal nie czułam tego czegoś.

Być może nałożyłam na siebie zbyt wielką presję, ale ten projekt mógł otworzyć mi drzwi do kariery projektantki mody. W końcu zostałabym zauważona i mogłabym tworzyć projekty dla największych gwiazd.

Westchnęłam cicho i przeniosłam wzrok z okna na zeszyt. Wydawało mi się, że tej sukience czegoś brakowało. Mimo, że była bajkowa, bardzo dziewczęca, a jednocześnie nowoczesna to nie miała duszy. Była po prostu zwykłą sukienką, niczym nie wyróżniającą się od innych bajkowych sukienek, które narysowałam wcześniej.

Zerknęłam na telefon i uśmiechnęłam się, gdy na wyświetlaczu wyświetliło się słowo "Mama". Bez zastanowienia odłożyłam szkicownik i odebrałam połączenie.

– Cześć mamo – przywitałam się z szerokim uśmiechem na twarzy, którego ona niestety nie mogła zobaczyć.

– Cześć promyczku! – zaświergotała wesoło. Coś spadło, a ona przeklnęła pod nosem powodując u mnie cichy śmiech. – Przepraszam, wszystko mi dzisiaj leci z rąk.

– A co robisz?

– Twój tata wspomniał wczoraj, że cudownie byłoby zjeść moje jagodzianki. No więc on poszedł z Ari do garażu, a ja próbuję się zorganizować.

– Szkoda że mnie tam nie ma, kocham twoje jagodzianki. – Westchnęłam tęsknie.

– Zrobię jak przylecisz na święta – obiecała – kupiłaś już bilety?

– Mamy dopiero końcówkę października, mamo – przypomniałam jej z rozbawieniem. – Jeszcze o tym nie myślałam, może być też tak, że nie uda mi się przylecieć na święta. No wiesz...jakaś zamieć śnieżna czy coś.

Albo brak pieniędzy na bilet.

– Nawet tak nie mów, nie widzieliśmy cię od wakacji. Wszyscy tutaj za tobą tęsknimy.

Przygryzłam kciuka i mrugnęłam kilka razy zanim jej odpowiedziałam.

– Wiem, ja za wami też. Zrobię wszystko, żeby przylecieć.

– Trzymam cię za słowo, Arisa cały czas o ciebie pyta. Tata narysował jej kilka samochodów, ale ona cały czas kręci nosem i mówi, że Penny rysuje lepiej.

Zaśmiałam się cicho, a po moim policzku spłynęła pierwsza łza. Nie mogłam pozwolić, żeby usłyszała jak płacze, bo wtedy opowiedziałabym jej o wszystkim, płacząc jak dziecko. O Travisie, który mnie zdradził, o tym układzie z Waynem i o projekcie, który jest tak ważny, ale mi nie wychodzi.

– Mam dla niej kilka rysunków, przywiozę je przy najbliższej okazji. – Pociągnęłam nosem i ostrożnie otarłam łzy. – Kurczę chyba się przeziębiłam, muszę wziąć jakieś leki zanim na dobre mnie rozłoży.

– Przeziębienie? – zapytała podejrzliwie, a ja przygryzłam dolną wargę, powstrzymując jej drżenie. Zapomniałam, że Zarię Porter wcale nie jest tak łatwo oszukać. Szczególnie, gdy jest się jej dzieckiem.

Mój Przypadkowy Hokeista [16+] ZAKOŃCZONEOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz