VIII. Tylko przyjaciele

5.1K 473 61
                                    

Nie zapomnijcie zostawić gwiazdki i komentarzy ♥

Miłego czytania :)

_______

Po meczu stałam przed jego szatnią tak jak się wcześniej umówiliśmy. Nesta nie przepadała za tłumami jakie kręciły się wokół pomieszczenia, więc stwierdziła, że poczeka na nas na zewnątrz.

Obserwowałam jak zza drzwi wychodzą zadowoleni hokeiści, których nie znałam. Ich – prawdopodobnie – dziewczyny rzucały im się na szyję i całowały ich z taką zawziętością, jakby jutro świat miał się skończyć.

Ci którzy ich nie mieli zbijali piątki z kumplami i planowali opijanie swojego zwycięstwa w domu Wayne'a i jego przyjaciół. Prawdopodobnie robili to dlatego, że był ich kapitanem, co było kolejnym zaskoczeniem. Nigdy nie powiedział mi, że nim jest, a Nes też jakoś pominęła tę informację.

Podeszłam bliżej, przepychając się między ludźmi, gdy Wayne w końcu wyszedł z szatni. Nie była to łatwa przeprawa, bo każdy chciał zbić z nim piątkę i pogratulować udanego meczu. Ktoś popchnął mnie w bok, ktoś do przodu, ktoś znowu na bok. Wszyscy chcieli być jak najbliżej kapitana.

– Hej, hej przepraszam – zaczął donośnym tonem – możecie przestać taranować moją dziewczynę?

Uniosłam głowę do góry i zauważyłam, że patrzy na mnie z rozbawieniem. Uśmiechnęłam się szeroko, a ludzie faktycznie stanęli w miejscu ułatwiając mi dotarcie do niego.

– Gratulacje – mruknęłam cicho. – Nie spodziewałam się, że faktycznie zadedykujesz mi swoją ostatnią bramkę panie kapitanie.

Parsknął cicho zanim nachylił się w moją stronę.

– Przecież ci obiecałem – powiedział równie cicho co ja wcześniej. Trochę niepewnie objął dłonią mój policzek dlatego uśmiechnęłam się dając mu zgodę na to co chciał zrobić.

Wayne widząc to bez wahania przyciągnął mnie do siebie i mocno mnie pocałował, aż zaparło mi dech. Jego usta były miękkie i idealnie wpasowały się w moje. Wokół nas rozbrzmiały wiwaty, które słyszałam jak za mgłą. Liczyliśmy się tylko my i ten pocałunek, który budził we mnie bardzo skrajne uczucia, których nie potrafiłam opisać w żaden sposób.

Gdy po chwili odsunął się ode mnie serce biło mi w przyśpieszonym tempie, a w uszach szumiało. Nie wiedziałam czy to przez naszą publiczność czy przez fakt, że to był chyba jeden z najlepszych pocałunków w moim życiu.

– Chodź, lecimy coś zjeść – powiedział do mnie i objął mnie ramieniem przeciskając się przez tłum ludzi w euforii.

***

– I stoję po drugiej stronie lodowiska, myślę sobie – nie, już tego nie wygramy – opowiadał z szeroko otwartymi oczami Hermes – a potem słyszę jak ktoś drze się z trybunów i nas dopinguje.

Parsknęłam pod nosem i schowałam twarz w dłonie. Dobrze wiedziałam, że chodzi mu o mnie. Nesta przez sekundę wykrzywiła twarz w grymasie zanim wróciła do swojej neutralnej miny.

– No więc zaczynam szukać osoby, która ma takie mocne płuca – kontynuował. – I widzę Penelope, która stoi z wielkim banerem i dopinguje nas najgłośniej jak potrafi. A potem nagle wstają inni ludzie i dostaliśmy taki doping, że... – Zszokowany potrząsnął głową, a ja zaśmiałam się na głos. – Wygraliśmy to dzięki tobie, maleńka. Nigdy ci się za to nie odwdzięczymy.

– Ale będziemy próbować – poprawił go Nevan. Wayne tylko ścisnął moje ramię, a gdy na niego spojrzałam pstryknął mnie z uśmiechem w nos.

M贸j Przypadkowy Hokeista [16+] ZAKO艃CZONEOpowie艣ci t臋tni膮ce 偶yciem. Odkryj je teraz