XI. Wielkie, złote serce

5K 447 75
                                    

Uwaga: data urodzin Penelope została zmieniona z 14 marca na 14 lutego :)

Nie zapomnijcie zostawić gwiazdki,

Miłego czytania ♥

________

– Obsłuż stolik numer dziesięć, ja wychodzę, Orion ma gorączkę i muszę go odebrać z przedszkola – poinformowała mnie Aubrey. Zanim zdążyłam choćby otworzyć usta ona już znikała za drzwiami prowadzącymi na zaplecze.

Odebrałam zamówienie od dwóch dziewczyn i znów wpadłam na moją współpracownicę.

– Jeśli będziesz potrzebowała, żeby ktoś się nim zajął to zadzwoń. Pomogę, mam wolne niektóre popołudnia – poinformowałam ją z lekkim uśmiechem. Dobrze wiedziałam, że Aubrey nie zawsze może pozwolić sobie na pomoc opiekunki, a musi pracować, żeby utrzymać siebie i syna, więc dlaczego miałabym jej nie pomóc?

– Dzięki, dziewczyno. Będę dzwonić jeśli będę potrzebowała pomocy. – Pożegnała się ze mną krótkim uściskiem i pognała do wyjścia. Futboliści dzisiejszego popołudnia również zajmowali swoje stałe miejsce.

Zauważyłam, że Mason z zaniepokojoną miną obserwował Aubrey, którą teraz można było zobaczyć przez duże, podłużne okna, które w dzień nie były zasłonięte. Nie wiedziałam jakie stosunki są teraz pomiędzy nimi, ale podejrzewałam, że on nie wie o Orionie.

Mimo wszystko nie miałam zamiaru się wtrącać. Zostawiłam to w rękach Aubrey. Wierzyłam, że jej wybory są słuszne, jakkolwiek abstrakcyjne by się nie wydawały.

Mason, gdy tylko zauważył, że mu się przyglądam posłał mi swój popisowy uśmieszek i puścił mi oczko. Prychnęłam na to pod nosem i wróciłam do pracy.

Ruch w knajpie nie należał dzisiaj do największych. Futboliści w niepełnym składzie zajmowali swoje miejsce, a przy kilku innych stolikach siedziały niewielkie grupki przyjaciół.

Było bardzo spokojnie dlatego bez problemu zauważyłam chłopca, który miał może jakieś osiem lat. Od samego początku zachowywał się jakoś podejrzanie, kręcił się po knajpie i oglądał stoliki. Wydawał się być zagubiony i może nawet przerażony. Nie miałam pojęcia co chce zrobić, ale postanowiłam go obserwować.

Chłopiec kręcił się po knajpie, aż dziewczyny, które obsługiwałam jakiś czas temu nie wyszły. Gdy tylko wyszły z budynku malec usiadł na miejscu, które zajmowała wcześniej jedna z nich i z zapałem zaczął pałaszować jej niedokończoną porcję.

Nie kłopotał się użyciem sztućców, jadł wszystko brudnymi dłońmi. Twarz też miał czymś umorusaną, tak samo jak ubranie, ale nie wyglądał jakby mu to przeszkadzało. Wyglądał jakby...liczyło się tylko jedzenie, jakiekolwiek jedzenie.

Przełknęłam gulę jaka powstała w moim gardle i zmusiłam się do ruchu. Podeszłam do okienka, w którym wydawane było jedzenie z kuchni.

– Norman?

– Tak kruszyno? – Starszy mężczyzna podszedł do okienka i uśmiechnął się życzliwie w moją stronę.

– Przygotuj proszę rybę z frytkami i czekoladowy pudding – odchrząknęłam, gdy mój głos się załamał.

– Wszystko w porządku, kruszyno?

– Tak, tak po prostu...jest tutaj chłopiec, który dojada dania po innych gościach. Chyba jest bardzo głodny i chce mu kupić jedzenie, żeby zjadł coś...swojego, rozumiesz?

Norman uśmiechnął się jeszcze szerzej, a gdy kuchnię wypełnił jego tubalny śmiech jego wąs zabawnie się poruszył.

– Zawsze wiedziałem, że masz złote serce, dziecino. Wielkie i złote. Twoje zamówienie zaraz będzie gotowe.

Mój Przypadkowy Hokeista [16+] ZAKOŃCZONEOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz