Rozdział VII

2.9K 114 34
                                    

Eleanor

Otworzyłam oczy. Otaczała mnie czarna otchłań, która wydawała się pochłaniać moje ciało. Było tak cicho, że do moich uszu dochodziło jedynie bicie mojego serca i przerywane oddechy. Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności, ostrożnie usiadłam na materacu, zrzucając z siebie kołdrę. Chłód od razu dopadł moje nagie nogi, mimo tego, że był już początek maja, a to z kolei oznaczało, że robiło się coraz cieplej. Ale nie dziś.

Dziś, poza mroczną aurą wiszącą nade mną, oraz tej przytłaczającej ciszy, towarzyszył mi chłód. Poczułam go już wtedy, kiedy samolot, w którym leciałam, wylądował wczoraj w Nowym Jorku. Jakby... Jakby ktoś stale nade mną czuwał. A bardziej... jakby mnie obserwował i na mnie polował.

Rozejrzałam się po sypialni. Niektóre rzeczy, takie jak: lustro, komoda naprzeciwko łóżka czy drzwi, oświetlał blask księżyca, wdzierający się przez otwarte okno. Ściągnęłam brwi, nie mogąc przypomnieć sobie tego, żebym w ogóle odsłaniała w ostatnim czasie zasłony. Po zamknięciu się w pokoju pamiętam jedynie to, że zasłoniłam każde okno, chcąc zatonąć w ciemności, ale ostatecznie rozświetliłam pomieszczenie lampką. Potem wzięłam kąpiel i zakopałam się pod kocem, wypijając butelkę wina.

Postanowiłam zejść z łóżka i zamknąć okno, tym samym odgradzając się od świata zewnętrznego, gdzie wiatr szalał, a zimno wdzierało się przez otwarte okno. Jednak ból głowy, jak mi towarzyszył przy wstawaniu na równe nogi, świadczył jedynie o tym, jak bardzo musiałam się nawalić jedną butelką wina. Przez chwilę stałam w miejscu, trzymając się za skronie i odliczając do dziesięciu. Jeden, dwa, trzy... Czułam się jak na pieprzonej karuzeli, jakbym zaraz miała zwrócić zawartość żołądka. Wzięłam głęboki wdech i ruszyłam się z miejsca, prosto do otwartego okna. Znajdując się obok niego, wyglądając na zewnątrz, widziałam jedynie oświetlony podjazd, oraz kilku kręcących się ochroniarzy, którzy właśnie robili obchód. Nie widzieli mnie – byli zajęci swoją pracą, rozglądając się wyłącznie tam, gdzie było trzeba. Na mnie nie zwracali uwagi, nie wiedzieli, że w ogóle na nich patrzę. I chociaż zdawałam sobie z tego sprawę, cały czas czułam na sobie to obrzydliwe, pełne pożądania i władzy spojrzenie. Przeszywało mnie na wskroś, wierciło dziurę w moim brzuchu. Oczy śledziły każdy mój ruch, a uszy słyszały każdy mój oddech i krok. Moim ciałem wstrząsną dreszcz emocji. Szybko zamknęłam okno i zasłoniłam zasłonę, pogrążając się już w totalnej czarnej dziurze. Powoli odnalazłam drogę do włącznika i zaświeciłam światło, od razu mrużąc oczy. Kiedy te przyzwyczaiły się do panującej już światłości, przeskanowałam spojrzeniem każdy zakamarek sypialni. Nie zwracałam już nawet uwagi na pulsującą głowę i trzęsące ręce – zajarzałam do każdej szafy, pod łóżko, a nawet i łazienki, szukając osoby, która stale za mną chodzi i na mnie patrzy. A jedyne co znalazłam, to dwie puste butelki po winie...

Dwie.

Wpadłam ponownie do łazienki i ochlapałam porządnie twarz lodowatą wodą. Gęsia skórka natychmiast zawitała na mojej skórze, przez zetknięcie się z zimną wodą, oraz chłodem panującym w sypialni. Mój wzrok zatrzymał się na moim odbiciu w lustrze. Gapiłam się w siebie, szukając czegoś co by potwierdziło, że dalej jestem pijana i mam omamy. Ale niczego nie zauważyłam. Źrenice miały naturalny rozmiar, jedynie oczy miałam lekko podkrążone, ale to chyba z powodu zmęczenia. Znów przyspieszył mi oddech. Był nierównomierny. Za mną nagle wyrosła postać w kapturze. Mogłam zauważyć jedynie jego wielkie ciało, świecące w ciemności jasne oczy i usta. Lustrował mnie od góry do dołu, a kiedy jego wzrok padł na moją twarz, wyszczerzył się jak psychopata i oblizał wargi, podnosząc lewą dłoń, w której trzymał... białą zakrwawioną różę.

- To się nie dzieje naprawdę... - wymruczałam pod nosem, a kiedy gorące jak lawa łzy, zaczęły kapać z moich oczu do umywalki, gwałtownie odkręciłam się w stronę mężczyzny, tyle że jego już nie było.

THE KING - Mafia Life #2 || 18+Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz