Rozdział VIII

2.5K 104 14
                                    

Caleb

W biurze rozległ się hałas trzaskających drzwi, jakby co najmniej z dziesięć samolotów zrzuciło bombę na dom. Eleanor wyparowała stąd w niecałą sekundę, jej twarz wręcz robiła się czerwona z wkurwienia.

Wpatrywałem się jeszcze chwilę w drzwi, przez które dopiero co wyszła kobieta. Oddychałem spokojnie, byłem pieprzoną oazą spokoju, dopóki do głowy nie wróciły mi słowa wypowiedziane przez Hoover, oraz ten cholerny idiota.

„Francesco stał się dla mnie ważny..."

„Gdybyś czytał listy..."

Właśnie. Listy.

Nigdy wcześniej nie myślałem nad tym, aby przeczytać którykolwiek z nich. Wmawiałem sobie, że jeśli to zrobię, stracę nad sobą kontrolę. No a potem ta śpiączka i powrót Elen...

Ciekawiło mnie, co takiego pisała w listach. Może naprawdę powinienem był je przeczytać. Bo skoro wspomniała o nich już któryś raz, możliwe, że ich treść jest w jakiś sposób ważna.

Oby.

~♟️~

Była jebana druga w nocy, a ja ślęczyłem właśnie nad porozwalanymi kopertami, w których znajdowały się listy. Czytałem każdy po kolei, uważnie, nawet kilka z nich odczytałem kilka razy i to, co tam się znajdowało, poważnie mną wstrząsnęło. Serce mnie kłuło od samego patrzenia się na słowa pisane przez moją żonę, którą, kurwa, wysłałem do Hiszpanii. Bolało mnie to, że nie mogłem spędzić z nią tych lat. Że nie mogłem świętować naszej pierwszej rocznicy, że pozwoliłem, aby płakała codziennie w poduszkę.

Bolało i to, kurwa, cholernie.

Czytałem to, jak wspomniała o tym, że pozwoliła Giovaniemu się do siebie zbliżyć. Normalnie tobym go rozerwał na kawałki, ale darowałem mu życia. Jeszcze.

Czytałem o tym, że tęskni, że jej nadzieja na powrót do domu gaśnie. Nawet zaśmiałem się na treść listu z trzydziestego pierwszego grudnia dwa tysiące dwudziestego piątego roku.

„Niech cię pierdolną fajerwerki w tego jebanego Sylwestra!!!!"

Przeczytałem o jej pięknym śnie, który poruszył we mnie jakieś dziwne emocje. Przeczytałem wszystko i czułem się jak największy idiota świata.

Straciłem kobietę, na której mi zależało jak na nikim innym. Eleanor była wyjątkowa i jej strata, rozrywała mnie na strzępy. Pozwoliłem jej na cierpienie, tym samym powodując, że jej miłość do mnie już nie istniała. Zapaliła to jedno światełko w tunelu, gdy była obok mnie i sprawiła, że straciłem dla niej głowę. A teraz ono ponownie zgasło, otaczając moje życie ciemnością i szarością. Moje serce było jak uschnięty kwiat – przy niej rozkwitało, było pełne miłości. A kiedy odeszła, zwiędło i zostały z niego jedynie marne i uschnięte kawałki, które z każdym dniem, odpadały.

Szlag jasny mnie trafiał, bo do jej uczuć do mnie, wpłynął po części Francesco. Miał trzymać się z daleka od mojej żony, i chociaż nie robił nic wbrew jej woli, zachowywał się jak pieprzony terapeuta, wyrabiając sobie tym samym u Eleanor swoje dobre imię. A najgorsze było to, że nawet jakbym bardzo pragnął go udusić, to nie mogę, bo wtedy moja żona stanie się tą cholerną przeszłością.

A wtedy dla nas nie będzie już ratunku, bo, kurwa, tknąłem idealnego Francesco Giovaniego.

Furia rozlała się po moim ciele, jak krew, która we mnie wrzała ze złości. Byłem wściekły na cały świat, a najbardziej na siebie i pieprzonego Giovaniego. Gdy miałem już chować wszystkie listy z powrotem do szuflady, dostrzegłem jeden nieotwarty. Zmarszczyłem brwi, bo myślałem, że przeczytałem już wszystkie, zwracając uwagę na każdą datę, kiedy dziewczyna pisała listy, oraz ich zawartość. Podniosłem kopertę i ostrożnie ją rozerwałem, wyciągając z jej wnętrza kartkę. Już po dacie można było zauważyć, że list był świeży.

THE KING - Mafia Life #2 || 18+Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz