ROZDZIAŁ PIERWSZY

45K 1.6K 1.3K
                                    


Blake

– Pakuj swoje rzeczy, siostrzyczko – oznajmia Callum po przekroczeniu progu mojego pokoju w akademiku.

Jeszcze zanim zdążę zamknąć za nim drzwi, ściąga buty i rzuca się na łóżko, zajmując swoim wielkim cielskiem prawie całą jego wolną przestrzeń. Kiedy zauważam, że gniecie różową narzutę w kolorowe kwiaty, którą chwilę wcześniej starannie rozłożyłam na pościeli, natychmiast nabieram ochoty, by go udusić.

– Słucham? – pytam zaskoczona, ciągle stojąc w tym samym miejscu.

Mój brat opiera się plecami o drewniany zagłówek łóżka i krzyżuje ręce na karku. Ma ubraną czerwoną, charakterystyczną dla członków uniwersyteckiej drużyny hokejowej bluzę z napisem Indiana na piersi oraz czarne spodnie dresowe, które wyglądają trochę, jakby nie prał ich co najmniej od miesiąca. Szczerze mówiąc, wcale bym się nie zdziwiła, gdyby rzeczywiście tak było. Callum wpatruje się we mnie tym swoim zaciętym spojrzeniem, co na tyle, na ile go znam, nie oznacza nic dobrego. A wręcz przeciwnie.

– Pakuj się – powtarza, kiwając głową na stojącą przy ścianie, niewielką komodę, którą dzielę ze swoją współlokatorką.

Jovie. No tak. To ona musi być powodem jego niezapowiedzianej wizyty. Właściwie, to już kiedy w środku nocy wybierałam numer swojego brata, wiedziałam, że tego pożałuję. I najwyraźniej miałam rację. Cholera, dlaczego musiałam zadzwonić akurat do niego?

Aha, no może dlatego, że poza nim w Bloomington nie mam nikogo, kto mógłby mi pomóc w sytuacji awaryjnej. A ta niewątpliwie taka była.

– Nie możesz tak po prostu wpadać tu bez uprzedzenia i mi rozkazywać. Nie mamy już po dziesięć i czternaście lat – oburzam się, jakbym wcale w tej samej chwili nie krzyżowała rąk na piersi w ten sam sposób, co gdy obrażałam się na niego jako dzieciak.

W reakcji na moje słowa oraz znajomą postawę z ust Calluma wydobywa się głośne parsknięcie. Chłopak kręci głową na boki, przez co kosmyki jego podwijających się na końcach, ciemnoblond włosów opadają mu na czoło, a ja obserwuję, jak sięga do nich i odruchowo zaczesuje je z powrotem do góry.

– Mogę, bo jestem twoim starszym bratem i się o ciebie martwię – oznajmia stanowczo.

– Nie masz o co – upieram się, jakbym wcale tej nocy nie zadzwoniła do niego spanikowana i drżącym głosem nie oznajmiła, że moja nowa współlokatorka kolejny już raz w ciągu dwóch tygodni przeprowadza w naszym pokoju seans spirytystyczny.

– Blake, nawet nie zaczynaj. – Gromi mnie spojrzeniem. – Ta dziewczyna... Jak jej tam było? Clovie? Livy?

– Jovie – podpowiadam mu, jednocześnie wywracając oczami.

Jovie – powtarza po mnie z grymasem na twarzy. – Co to w ogóle za imię? Zjebane jak jego właścicielka.

– Cal, błagam...

– Nie, B. Jej zachowanie jest nienormalne i im szybciej zaakceptujesz, że nie pozwolę, byś przebywała dłużej w jej otoczeniu, tym lepiej.

– Niepotrzebnie do ciebie zadzwoniłam – mamroczę pod nosem, co tylko jeszcze bardziej go wkurza.

– Bardzo dobrze, że do mnie zadzwoniłaś! Właściwie, to jestem na ciebie wściekły, że powiedziałaś mi o jej wariactwach dopiero teraz!

– Mieszkam tu dopiero od dwóch tygodni...

– To o dwa tygodnie za dużo.

– Przesadzasz.

– Przesadziłbym, jeżeli wyciągnąłbym teraz telefon, zadzwonił mamy i jej o wszystkim opowiedział.

Red Shirt. Scars On Ice #1 | +16Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz