ROZDZIAŁ TRZECI

25.6K 1.7K 1.1K
                                    

Blake

Mój telefon wibruje, przez co przestraszona podskakuję na łóżku i zrzucam na podłogę książkę, którą akurat trzymałam w dłoniach.

Jezu.

Wzdycham, kompletnie zażenowana swoją reakcją, a potem podnoszę książkę i odkładam ją na szafkę nocną. Sięgam po komórkę. Gdy na ekranie dostrzegłam wiadomości od Calluma, robi mi się gorąco.

Cally: mam nadzieję, że jesteś już spakowana

Cally: ZGODZILI SIĘ!!!!

O kurde. Nie. Niemożliwe.

Cally: mówiłem, że łatwo pójdzie

Zestresowana przygryzam wnętrze policzka tak mocno, że gdybym w porę się nie opanowała, to jeszcze chwila i poczułabym na języku metaliczny posmak krwi.

Od chwili, gdy Cal wyszedł z mojego pokoju, przez cały czas siedziałam jak na szpilkach i niecierpliwie wyczekiwałam jego odpowiedzi. Nie zaczęłam się pakować, bo byłam przekonana, że przyjaciele mojego brata nie zgodzą się, żebym się do nich wprowadziła. Ale oni się zgodzili. A przynajmniej tak napisał mi właśnie Callum.

Czyli wychodzi na to, że mam problem. Mam naprawdę wielki problem.

Cieszę się, że od rana nic nie jadłam, bo gdyby było inaczej, pewnie właśnie cała zawartość żołądka podeszłaby mi do gardła. Biorę głęboki wdech i przeczesuje nerwowo swoje sięgające do ramion włosy, a potem zaczynam nawijać na palce sznurki od mojej bluzy.

Wpatruję się w ekran leżącego na łóżku telefonu, bo przy okienku ze zdjęciem Cala na Messengerze podskakują trzy kropeczki.

Cally: po południu przyjedziemy z chłopakami pomóc ci z przeprowadzką

Cally: git?

Co? Nie. Nie git. Bardzo nie git.

Biorę w pośpiechu telefon w dłonie i odpisuję:

Blake: Nie, dziękuję. Nie trzeba. Jakoś sobie poradzę

Cal nie może się tu pojawić ze swoimi przyjaciółmi, bo jest niedziela, co jednocześnie oznacza, że w akademiku przebywa obecnie pełno ludzi. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jak wielkie widowisko stworzyliby wynoszący z mojego pokoju rzeczy hokeiści. I to ci z najstarszego rocznika. Poza tym, dlaczego oni w ogóle chcą mi pomagać? Przecież na pewno mają lepsze plany na dzisiejsze popołudnie.

Blake: Ale na pewno się zgodzili?

Jeżeli byłoby inaczej, to chyba Cal nie sugerowałby mi, że razem zjawią się, żeby pomóc mi z przeprowadzką, ale i tak wolę się upewnić.

Nagle wiadomości od niego zaczynają spływać jedna po drugiej, a telefon wibruje w mojej dłoni jak nienormalny.

Cally: tak

Cally: i będą dla ciebie mili, więc nie musisz się martwić

Cally: co miałaś niby na myśli pisząc, że sobie poradzisz?

Cally: sama wyniesiesz z akademika wszystkie pudła, a później przywieziesz je do nas uberem?

Cally: przecież pomagałem ci, gdy przeprowadzałaś się do Collins, więc wiem, ile masz rzeczy

Cally: całe szczęście, że pokój Devona jest większy od tego, w którym teraz mieszkasz

Cally: i będziesz miała go całego dla siebie!!!

Red Shirt. Scars On Ice #1 | +16Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz