XIV. Prawie jak rodzina

5.1K 491 113
                                    

Nie zapomnijcie zostawić gwiazdki

Miłego czytania ♥

______

Wayne pomógł mi usiąść przy niewielkim stole w kuchni. Jęknęłam pod nosem, gdy moje mięśnie i kości sprzeciwiły się tej nagłej zmianie położenia.

– Poczekaj, już ci nakładam. – Podszedł do jednej z szafek kuchennych, zmarszczyłam brwi na ten widok, jednak zanim zdążyłam zapytać odpowiedział na nurtujące mnie pytanie. – W nocy trochę ogarnąłem gdzie co leży. Tak było łatwiej, gdybyś czegoś nagle potrzebowała.

Kiwnęłam głową, w dalszym ciągu przyglądałam się jego sylwetce. Z tej perspektywy miałam idealny widok na mięśnie jego pleców, odznaczały się pod materiałem białej koszulki, która idealnie przylegała do jego ciała. Obserwowałam jak poruszają się za każdym razem, gdy pracuje rękoma.

Westchnęłam cicho, czy on zawsze był taki atrakcyjny czy to po prostu halucynacje wywołane chorobą? Jakoś nigdy nie zwróciłam uwagi na aspekty fizycznie jakie posiadał.

– Proszę, smacznego. – Postawił przede mną miskę z apetycznie pachnącym rosołem. Cały czas przyglądałam się jego twarzy; ciemnym brwiom, niebieskim oczom, które miały odcień tak ciemny, że przypominały mi niebo nocą, prostemu nosowi i zarysowanej szczęce na której pojawił się kilkudniowy zarost, który dodawał mu...męskości.

Cholera, Wayne Crawford był naprawdę przystojny, a ja chyba znów miałam gorączkę.

– Coś się dzieje? – zapytał zaniepokojony, gdy nadal nie zaczęłam jeść. – Potrzebujesz czegoś?

– Nie, po prostu... – westchnęłam ciężko i zamyśliłam się na moment. Nie znalazłam, żadnej sensownej odpowiedzi, której mogłam użyć. – Wszystko jest w porządku.

– Jesteś pewna? – Wydawał się nie wierzyć w moje słowa.

– Tak. – Kiwnęłam głową i złapałam za łyżkę i zanurzyłam ją w bulionie, następnie ostrożnie przyłożyłam ją do ust i...zakrztusiłam się, gdy tylko ciecz przepłynęła przez moje gardło. Ten rosół był cholernie słony.

– Co? Coś nie tak? – Zaalarmowany Wayne podszedł bliżej i poklepał mnie delikatnie po plecach. – Nie wyszło mi?

Gdy na niego spojrzałam jego mina przypominała mi minę zbitego psa. Naprawdę byłam gotowa zaprzeczyć i zjeść cały rosół bez najmniejszego skrzywienia. Jednak zanim zdążyłam się odezwać on zabrał łyżkę z mojej dłoni i nabrał bulionu na łyżkę.

Przyglądałam się w ciszy jak próbuje swojego dania i zaczyna kaszleć jak ja chwilę wcześniej.

– Kurwa. – Kaszlnął jeszcze kilka razy i zabrał miskę sprzed mojego nosa.

– Nie, Wayne – próbowałam go zatrzymać, ale gdy tylko wstałam ze swojego miejsca poczułam zawroty głowy. Ponownie usiadłam i wbiłam wzrok w sfrustrowanego chłopaka, który teraz próbował rosołu bezpośrednio z garnka. – Nie jest tak źle, oddaj mi moją miskę.

– Serio chcesz to jeść? Przecież to jest cholernie słone. – Skrzywił się i przyłożył dłoń do czoła. Wyglądał na przybitego, jakby naprawdę stało się coś poważnego, a to przecież tylko przesolony rosół. – Cholera, naprawdę cię przepraszam, Penelope. Okazuje się, że potrafię coś spieprzyć nawet jeśli mam podane dokładne informacje.

Nie zważając na kolejną falę zawrotów głowy podeszłam do niego. On od razu otoczył mnie ramionami jakby wiedział, że zaraz mogę upaść.

– Nie przejmuj się, każdemu się zdarza – mruknęłam i odruchowo wtuliłam policzek w jego pierś. Moja czaszka pękała, ale miałam zamiar powiedzieć mu o tym dopiero za chwilę.

M贸j Przypadkowy Hokeista [16+] ZAKO艃CZONEOpowie艣ci t臋tni膮ce 偶yciem. Odkryj je teraz