ROZDZIAŁ JEDENASTY

26.2K 1.9K 1.3K
                                    

Hayden

– Ulżyło mi, gdy mała Howard poszła z Callumem na górę, bo martwiłem się, że w końcu ktoś zauważy, jak się na nią gapisz.

Wzdrygam się, gdy zza pleców niespodziewanie dociera do mnie głos Devona. Podchodzi do wyspy kuchennej, przy której stoję i spogląda na mnie z uniesionymi brwiami. Już mam mu powiedzieć, że nie mam pojęcia, o czym pierdoli, ale dodaje:

– A potem zacząłeś wpatrywać się jak debil w klatkę schodową z nadzieją, że ona za chwilę tutaj wróci.

Chcę udawać, że wcale nie ma racji, a jednocześnie jestem wkurzony, bo w rzeczywistości ją ma. Odkąd zobaczyłem Blake w kuchni, nie potrafiłem oderwać od niej oczu. Wyglądała... niby zwyczajnie, ale też jakoś inaczej. Jej krótkie włosy rozsypane były w seksownym nieładzie, a materiał zwykłej, czarnej bluzki przylegał do ciała, w idealny sposób podkreślając krągłość biustu. Jeszcze nigdy, poza tym jednym razem w klubie nie widziałem jej w podobnym wydaniu.

Nie mam żadnych wątpliwości, że swoją obecnością wzbudziła wśród chłopaków zainteresowanie. Cole i Levi kręcili się wokół niej jak pojebani. Na początku nawet chciałem dołączyć do nich, żeby ich pilnować, ale później uznałem, że to nie jest najlepszy pomysł, bo po pierwsze, byłem już trochę wstawiony po kilku piwach, które wypiłem, a po drugie, ciągle cholernie sfrustrowany.

Wciąż nie opadły we mnie emocje po wygranym meczu. Jak dotąd poznałem tylko jeden sposób na wyzbycie się z ciała nadmiaru adrenaliny i endorfin, ale przestałem z niego korzystać jakiś czas temu, gdy uświadomiłem sobie, że przynosi mi to więcej szkód niż korzyści. Tak więc od powrotu z Wirginii chodziłem cały przepełniony energią. Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. A potem, gdy zobaczyłem Blake, dodatkowo zalało mnie wiele skrajnych, cholernie intensywnych emocji, których wciąż nie rozumiem.

– Pojebało cię? – wyrzucam w końcu, starając się przy tym brzmiąc na rzeczywiście zirytowanego.

– Podoba ci się? – dopytuje Dev.

– Kto? – udaję idiotę.

Mój przyjaciel parska, a następnie ściąga ze znajdującej się w pobliżu tacy dwa czyste kieliszki i stawia je przed nami.

– Królewna Śnieżka, kurwa. – Sięga po butelkę z tequilą i je zapełnia. – Mała Howard. Blake. Młodsza siostra Calluma – wymienia, wpatrując się podejrzliwie prosto w moje oczy.

Napór jego spojrzenia wytrzymuję tylko przez krótką chwilę. Biorę w dłoń kieliszek i opróżniam na raz całą jego zawartość. Krzywię się, gdy gorzki smak tequili wypala dziury najpierw moim podniebieniu, a później w przełyku. Już dawno nie piłem tak mocnego alkoholu.

– Ona wygląda raczej jak jeden z krasnoludków, a nie Królewna Śnieżka – mówię, na co Dev unosi brwi jeszcze wyżej niż wcześniej.

Odwracam od niego wzrok i rozglądam się po pomieszczeniu wypełnionym po brzegi ludźmi. Z głośników leci właśnie największy hit Soulja Boy. Kilka dziewczyn z Chi Omega wygłupia się chłopakami z drużyny na prymitywnym parkiecie, za który służy im dywan.

To miała być tylko mała posiadówka, ale cóż, nie wyszło. Jeżeli w twoim domu znajdują się osoby, których nigdy wcześniej nie widziałeś na oczy, wszędzie rozstawione są butelki z alkoholem, a totalnie najebany kapitan drużyny koszykarskiej nieumiejętnie rapuje do służącego za mikrofon pilota, to oznacza, że zorganizowano w nim pełnoprawną imprezę.

– Nie rób ze mnie głupka, przecież widziałem – drąży dalej Dev, w między czasie polewając dla nas drugą kolejkę.

Wzdycham i odwracam się do niego tak, żeby móc na niego patrzeć z góry. Co prawda, jest ode mnie niższy tylko o niecałe dziesięć centymetrów, ale i tak lubię wykorzystywać tę przewagę, gdy mnie wkurzy.

Red Shirt. Scars On Ice #1 | +16Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz