ROZDZIAŁ DWUNASTY

23.7K 1.7K 712
                                    

Blake

Od powrotu do pokoju nie udało mi się zasnąć ani na minutę. Hałasy i dudniąca na parterze muzyka ucichły już jakiś czas temu, ale ja i tak przewracam się z boku na bok i z nadmiaru emocji nie mogę zapaść w sen.

W głowie już jakieś milion razy przeanalizowałam swoją rozmowę z Haydenem. Z każdym kolejny razem coraz bardziej uświadamiam sobie, jak wiele głupot przy nim nagadałam. Na początku, gdy zobaczyłam go przy schodach, myślałam, że mnie z kimś pomylił, ale później zaczął mówić i zrozumiałam, że to raczej nie jest pomyłka.

Kiedy objął mnie w talii i ściągnął z tych schodów, prawie dostałam zawału. I nie miało to nic wspólnego ze świadomością, że gdyby nie on, to prawdopodobnie skończyłabym z obitą twarzą oraz kilkoma złamanymi żebrami. Nie. Moje serce... całe moje ciało oszalało w chwili, gdy poczułam dłonie Haydena na sobie. Były tak szerokie, ciepłe i silne. Mam wrażenie, że skóra wciąż mrowi mnie w miejscach, które dotykał i czuję się z tym cholernie żałośnie.

A potem jeszcze stanął w mojej obronie. Wyglądał, jakby chciał zrobić krzywdę tamtemu chłopakowi, co było trochę przerażające, ale nie na tyle, bym nie zgodziła się z nim pójść do kuchni. Nie to, że miałam jakiś duży wybór, bo Hayden po prostu złapał mnie za rękę i tam za sobą zaciągnął. Byłam strasznie zdezorientowana. Wciąż jestem. Podświadomość ciągle podpowiadała mi, że nie rozmawia ze mną bez powodu, że za całą tą sytuacją kryło się jakieś drugie dno. W końcu przez poprzednie tygodnie, poza tą jedną, krótką wymianą zdań w kuchni, wymienialiśmy się wyłącznie jakimiś nic nieznaczącymi półsłówkami, a tego wieczoru... normalnie ze sobą gadaliśmy. A potem chyba nawet...

Nie. Nie. Nie.

Hayden na pewno się ze mnie nabijał. Bo niby z jakiego powodu miałby ze mną flirtować? Boże. Po co ja w ogóle zeszłam na dół po tej kłótni z Callumem? Gdybym została w swoim pokoju, nie miałabym przynajmniej teraz takiego syfu w głowie.

Pewnie był pijany, znudzony i po prostu chciał się dowiedzieć, co u Calluma. Zabrał mnie do tej kuchni, bo... Nie wiem. Tak naprawdę byłoby o wiele lepiej, gdyby tego nie zrobił, bo przynajmniej nie wyszłabym przy nim na frajerkę, która nie potrafi się wysłowić.

W takich chwilach nienawidzę siebie za to, jaka jestem. Zamiast wyjść na tę fajną i rozrywkową młodszą siostrę najlepszego kumpla, skończyłam w jego oczach jako niedojda i nudziara. Ani to ładne, ani zabawne. Szkoda gadać. Dramat.

Moje uciążliwe przemyślenia przerywa ciche pukanie do drzwi. W pierwszej chwili jestem pewna, że się przesłyszałam, ale po kilku sekundach znowu je słyszę. Co do cholery? Myślałam, że w domu nikogo już nie ma. Impreza skończyła się jakieś dwie godziny temu.

Wstaję z łóżka i podchodzę do drzwi, starając się przy tym być tak cicho, jak to możliwe. Kiedy docieram do nich, przykładam ucho do drewna i nasłuchuję.

– Blake.

Gdy słyszę swoje imię wypowiadane przez kogoś po drugiej stronie, przestraszona niemal podskakuję w miejscu.

– Blake, to ja, Callum – mówi cicho mój brat, a ja wzdycham z ulgą. – Otworzysz drzwi?

Otwieram je bez zastanowienia. Wystarczy jedno spojrzenie na jego twarz bym zorientowała się, że znajduje się w jeszcze gorszym stanie niż go zostawiłam. Już mam zapytać go o to, co się stało, gdy nagle do moich uszu zaczynają docierać dziwne dźwięki. Pochodzą z korytarza. Jednostajne uderzenia, jakby coś rytmicznie odbijało się od ściany, a potem... Czy ja właśnie usłyszałam kobiece jęki?

Zerkam zdezorientowana na Calluma. Nic nie mówi, ale nie musi. Pomimo panującego wokół półmroku, z jego twarzy da się odczytać teraz wszystkie emocje. Lśniący w oczach ból sprawia, że w ułamku sekundy łamie mi się serce.

Red Shirt. Scars On Ice #1 | +16Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz