Rozdział IX

2.2K 105 26
                                    

Eleanor

- Wszystkiego najlepszego!

Jeżeli miałabym usunąć jeden szczególny dzień, byłby to dzień moich urodzin. Każdy może sobie pomyśleć o mnie, że jestem jakaś niezrównoważona psychicznie, bo przecież jak można nie lubić tego szczególnego dnia w roku, ale dla mnie to zwykły dzień, taki jak każdy. Ale to właśnie wtedy uświadamiam sobie, jak szybko mija czas. Że dorastam i dojrzewam.

Jednak czy to naprawdę oznacza, że każdy bliski dla mnie w tym dniu, musi skakać nade mną jak pchła i składać mi ogrom życzeń? Nie. Nienawidzę tego, czuję się wtedy cholernie niezręcznie, a na koniec dnia buzia boli mnie od licznych i przymusowych uśmiechów.

Ciotka Miranda jak co roku dzwoniła do mnie o poszczególnej godzinie, aby móc złożyć mi życzenia. Kiedy przebywałam w Hiszpanii, każdy z rodziny zablokował mój numer, aby nikt nie mógł namierzyć mnie w razie wypadku, przez jakąkolwiek rozmowę. Miranda także zaliczała się do tych osób, jednak w dniu moich urodzin, odblokowywała go na chwilę i wysyłała życzenia. Niby taki mały gest, a jak dużo dla mnie znaczył...

Teraz niestety byłam skazana na rozmowę z kobietą. Lubiłam jej towarzystwo, ale w moje urodziny była nie do wytrzymania. Rozmawiałam z nią już dobre dwie godziny, a i tak już piąty raz słyszałam od niej „wszystkiego najlepszego".

- Och, kruszynko, najchętniej bym świętowała ten dzień razem z tobą, ale niestety nie mogę przylecieć do Nowego Jorku – powiedziała zrozpaczona Miranda, z nutką żalu w głosie. – Ale mam dla ciebie prezent!

Westchnęłam, ale uśmiech mimowolnie zawitał na mojej twarzy.

- Rozumiem ciociu, i nie musiałaś nic dla mnie kupować...

- Przestań marudzić! Wysłałam to wczoraj, więc mam nadzieję, że do jutra przyjdzie.

Ciotka uwielbiała mi robić prezenty, choć na pierwszy rzut oka wcale nie wyglądała na taką kochaną cioteczkę. A jej pomysły czasami doprowadzały mnie do chwilowego załamania.

- Jeżeli znów kupiłaś dla mnie ten pieprzony stanik muszelkowy, albo wibrator, to cię uduszę! – syknęłam na nią, w głębi duszy śmiejąc się jak idiotka.

Tak, moja ciotka kiedyś na urodziny kupiła mi wibrator.

Kobieta parsknęła po drugiej stronie i zapewne wywróciła oczami, jak to miała w zwyczaju.

- Nie śmiej się ze mnie! Z tym wibratorem przesadziłaś, Mason naprawdę wtedy uważnie mnie sprawdzał w nocy, czy przypadkiem go nie używam!

- A używałaś? – zapytała.

- Nie, bo nawet nie wiedziałam jak!

Wybuch śmiechu jaki usłyszałam w słuchawce, rozniósł się w mojej głowie echem. Sama nie powstrzymałam się już przed napadem śmiechu i obie z ciotką śmiałyśmy się z siebie nawzajem.

- Nie no, tak poważnie, tym razem mam dla ciebie coś o wiele lepszego, piękna El. Wibrator nie jest ci już potrzebny, skoro Caleb zastępuje ci go swoim...

- Nie zastępuje.

Nastała chwila ciszy. Miranda wiedziała od ojca o tym, że między mną i Calebem przed wylotem do Hiszpanii, było różnie, ale ostatecznie coś nas połączyło. Wiedziała, że dla niego przepadłam. Ale z racji jej ostatnich problemów z mężem, ciotka nie wiedziała o jednym; o tym, że teraz między mną i Torrance'm jest skomplikowanie, a moje uczucia do niego zniknęły.

- Zastępował oczywiście wcześniej... - to brzmiało tak żałośnie, że aż mnie skręciło – ale już nie. Nie czuję do Caleba już tego pociągu, jak trzy lata temu.

THE KING - Mafia Life #2 || 18+Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz