Rozdział X

2.1K 101 24
                                    

Caleb

Zostanie sam na sam z Francesco – nie licząc ojca i pozostałych przy stoliku – było złym posunięciem, ze strony Eleanor. Wiedziałem, że kobieta będzie na mnie wściekła za ten incydent chwilę temu, ale nerwy mi puszczały, gdy ten idiota tak na nią patrzył. Przez myśl mi nawet przemknęło to, aby po prostu mu wyjebać, ale wtedy Hoover najprawdopodobniej nie odezwałaby się do mnie do śmierci. A ja chciałem nas do siebie ponownie zbliżyć, a nie skłócić, przez takiego pieprzonego Giovaniego.

Przy naszym stoliku zapadła ciężka cisza. Vito i Mason nie brali udziału w tej kłótni, ale widać było po twarzy młodszego Hoovera, że rwał się tak samo do tej dramy, jak ja. Oazą spokoju okazał się być też o dziwo mój ojciec, który zwykle by sam zaczął się wykłócać razem ze mną. Nie wspominając o moim bracie, który wpieprzał swojego steka, mając wszystkich głęboko w dupie.

Lepsze w sumie to, niż trup pod koniec kolacji, w postaci Francesco.

- Wracając do naszej rozmowy... - odchrząknąłem, spoglądając w stronę Hiszpana.

- Nie będę rozmawiał z tobą na taki bezsensowny temat – przerwał mi Francesco, co mnie cholernie zdziwiło. – To nie czas, miejsce ani w ogóle nic.

Miałem chęć wyśmiać go jak hiena.

- A ja będę, bo nie zamierzam poświęcać swojego późniejszego czasu na to, aby z tobą dyskutować – wymierzyłem w jego kierunku palec wskazujący. – Pamiętasz co mówiłem ci przed wyjazdem Eleanor do Hiszpanii?

- Organizacja mnie powiesi za jaja, jeśli choćby tknę twoją żonę – tak pamiętam. Dotrzymałem swojej obietnicy, Calebie.

Tłumacz się, chuju, jak na spowiedzi.

- Dotknąłeś jej. I nawet nie zaprzeczaj – Eleanor napisała mi to w liście.

- Och, czyli jednak przeczytałeś listy... - zakpił.

- Nie zmieniaj, kurwa, tematu – syknąłem do niego.

- Tak, raz ją dotknąłem. Ale Elen sama tego chciała. Nie zrobiłem nic wbrew jej woli...

- O, a gdyby chciała żebyś ją przeleciał, też byś to zrobił?

Francesco nie odpowiedział. Wpatrywał się we mnie zakłopotany, stukając palcami o stół. Zerknąłem ukradkiem na Masona – zagryzał wnętrze policzka, lustrując wzrokiem Giovaniego. Vito dalej siedział i milczał, dokładnie tak samo, jak ojciec.

- Mają tu zajebiste steki... - zachwycał się mój brat, pożerając kolejną dokładkę kolacji.

- Smakowałyby jeszcze lepiej, gdyby były zrobione z Giovaniego – stwierdził Mason, popijając z lampki wino.

- Do tego dorzuciłbym gałki oczne, jako ozdoba...

- Jeżeli myślisz, Caleb, że w taki dziwny sposób pozbędziesz się mnie z życia Elen, to się grubo mylisz – odezwał się ponownie Hiszpan.

- Sam jesteś gruby – parsknął Troy, na co Mason wybuchnął śmiechem.

San bym się zaśmiał, gdyby nie to, że typ mnie wkurwił jak cholera. Jeszcze chwila i naprawdę go wypierdolę przez okno.

- Masz rację – skinąłem mu głową – nie w taki sposób się ciebie pozbędę, ale znajdę o wiele lepszy, przez który już nigdy więcej cię nie zobaczę – kontynuowałem.

- I myślisz, że Eleanor się na to zgodzi?
- Nie obchodzi mnie to.

- Było nie wysyłać jej do mnie. Wolałeś się jej pozbyć, zamiast ją chronić...

THE KING - Mafia Life #2 || 18+Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz