XVIII. Projektantka na lodzie

5.4K 483 176
                                    

Wayne

Widziałem jak nogi się pod nią uginają i czułem jak moje serce i ciało paraliżuje lodowate, przeszywające na wskroś przerażenie.

Wyskoczyłem z samochodu i popędziłem w jej stronę jak najszybciej potrafiłem. Przez myśl przemknęło mi, że ją stracę. Zupełnie tak jak straciłem moją siostrę; jej też zdarzało się omdlewać.

Złapałem Penelope w swoje ramiona i podłożyłem jej dłoń pod głowę, żeby ją podtrzymać. Jej oczy były utkwione przed siebie w martwym zawieszeniu. Nie była nieprzytomna, ale nie było z nią też dobrze.

Co takiego się stało?

– Trzymam cię – wyszeptałem i ucałowałem jej czoło. Powinienem powstrzymać się od tych czułości na każdym kroku, ale nie potrafiłem. Gdy tylko ta dziewczyna znajdowała się obok mnie miałem ochotę całować ją do utraty tchu.

Wszystkie swoje uczucia chowałem pod szerokim uśmiechem i tym głupim układem, który zaproponowałem jej tylko po to, żeby w końcu mnie zauważyła.

Byłem jednym z najpopularniejszych facetów na tej uczelni, grałem w hokeja, laski się za mną uganiały, a ta którą kochałem nawet nie wiedziała jak mam na imię.

– Wayne? – zapytała słabo i zamrugała kilka razy. Drugą dłoń położyłem na jej miękkim policzku i uniosłem delikatnie jej brodę, żeby mogła na mnie spojrzeć.

– Jestem tutaj – uśmiechnąłem się łagodnie – Co się stało?

Dziewczyna jęknęła pod nosem, a ja powoli pomogłem jej wstać. Nadal jednak trwałem u jej boku i asekurowałem ją, żeby więcej nie upadła.

– Upadłam.

– Zdążyłem zauważyć, roszpunko – mruknąłem z lekkim rozbawieniem i pomogłem usiąść jej na fotelu pasażera. – Masz jakieś problemy ze zdrowiem?

To był ten moment, gdy zacząłem się modlić, żeby odpowiedź nie była twierdząca.

Nie mogłem stracić i jej. Nawet jeśli dowie się prawdy i nie będzie chciała mnie więcej widzieć to jakoś to przeżyję. Ale nigdy nie przeżyłbym, gdyby ona...nie, nie mogłem o tym myśleć.

Nic się jej nie stanie, na pewno wszystko jest w porządku.

– Nie, nic mi nie jest, Wayne – próbowała mnie przekonać, ale mnie tak łatwo nie nabierze. Widziałem jej worki pod oczami i bladą twarz. Coś musiało być na rzeczy, a ja musiałem dowiedzieć się co.

Penelope Porter była moją pierwszą i ostatnią myślą każdego dnia odkąd zobaczyłem ją na imprezie dwa lata temu. To było kilka miesięcy po rozpoczęciu jej pierwszego semestru na tej uczelni. Przyszła na naszą imprezę razem ze swoją przyjaciółką, przechodziła przez pokój i od razu przykuła moją uwagę.

Nie tylko przez swoją różową sukienkę z bufkami, ale i przez najjaśniejszy uśmiech jaki w życiu widziałem. To przez ten uśmiech moje serce po raz pierwszy w życiu zabiło szybciej, a w brzuchu pojawiły się motyle. Od tamtego czasu czułem się tak zawsze, gdy była w pobliżu.

Długo zbierałem się, żeby do niej zagadać, gdzieś ją zaprosić, ale potem ona zaczęła umawiać się z pieprzonym Travisem, więc usunąłem się w cień mimo, że wiedziałem jaki on potrafi być. Pen wyglądała przy nim na szczęśliwą, więc nie chciałem łamać jej serca, jak widać pozory mogą mylić.

– Powiedz mi co się dzieje, Penelope – odezwałem się poważnym głosem, patrząc na nią twardo. Jednak pożałowałem tego, gdy tylko zauważyłem jak do jej ślicznych dużych oczu napływają łzy. – Roszpunko...

M贸j Przypadkowy Hokeista [16+] ZAKO艃CZONEOpowie艣ci t臋tni膮ce 偶yciem. Odkryj je teraz