XX. Powrót do początków

5.7K 550 143
                                    

– Jesteś pewna, że nie chcesz lecieć z nami? – Uśmiechnęłam się do zaspanej przyjaciółki, a ona po raz kolejny w ciągu kilku dni pokręciła głową.

Robiła tak co roku, a jednak ja nadal próbowałam ją przekonać do spędzenia świąt w rodzinnym gronie.

– Moja odpowiedź jest nadal taka sama – odpowiedziała nie odrywając wzroku od ekranu swojego laptopa. Znów pracowała nad jakimś nowym projektem, który doszczętnie ją pochłaniał. Zauważyłam, że to pozwoliło jej wrócić do "normalności".

– No dobrze. – Westchnęłam ciężko i poprawiłam torebkę na ramieniu. – Zrobiłam zakupy, a w lodówce są naleśniki ze wczoraj, odgrzej sobie potem w porządku?

– Jasne, mamo – sarknęła i spojrzała na mnie. – Idź już, Wayne na ciebie czeka.

W milczeniu podeszłam do niej bliżej i lekko się uśmiechnęłam.

– Przestań, po prostu się o ciebie martwię.

– Niepotrzebnie, radzę sobie. Nie musisz się martwić, Pen.

– Po prostu... – westchnęłam ciężko – nieważne. Mogę cię przytulić zanim pojadę? – zapytałam z nadzieją.

Nesta w odpowiedzi odłożyła laptop na stolik kawowy i rozłożyła ramiona, a ja ochoczo ją uścisnęłam.

– Będę za tobą tęsknić.

– No wiem, ale szybko wrócisz. To tylko dwa tygodnie.

– Proszę, dbaj o siebie w tym czasie, nie chcę wrócić i... – Odetchnęłam cicho, gdy mój głos się załamał. Pamiętam jak w tamtym roku znalazłam ją w łazience wycieńczoną, bo ojciec przez całe święta zmuszał ją do intensywnych treningów.

– Hej – gwałtownie się ode mnie odsunęła – bez paniki. Nic mi się nie stanie, a teraz idź już i ciesz się świętami z rodziną. – Nesta musiała zauważyć wahanie na mojej twarzy, bo zaraz dodała: – Nic mi nie będzie, leć już.

– Ale jakby coś to dzwoń, prezent dla ciebie jest u mnie na biurku, ale nie otwieraj za wcześnie.

– Jasne, widzimy się za dwa tygodnie.

– Będę dzwonić – oznajmiłam z uśmiechem wychodząc z salonu. – Pa! – krzyknęłam zanim zamknęłam za sobą drzwi.

– Pa, promyczku!

Zatrzasnęłam za sobą drzwi i odetchnęłam cicho. Uśmiechnęłam się do siebie szeroko, bo w końcu wracałam do domu.

***

– Stresujesz się? – zapytał ściskając moją dłoń, gdy przymierzaliśmy się do lądowania.

– Chyba jestem bardziej podekscytowana, nie widzieliśmy się ze sobą od wakacji, a zawsze byliśmy ze sobą blisko i... – Wzruszyłam ramionami i znów zaczęłam wiercić się na fotelu. Nie mogłam się doczekać, aż ich zobaczę.

Przed wyjazdem chyba z pięćdziesiąt razy sprawdzałam, czy aby na pewno zabrałam prezenty i obrazki dla Arisy.

– Ja chyba trochę się stresuje – wyznał z lekko zawstydzonym uśmiechem. Spojrzałam mu w oczy, nie rozumiałam dlaczego.

– Stresujesz?

– No wiesz...nie znam twoich rodziców i...co jeśli mnie nie polubią? – wyrzucił z siebie pełnym frustracji głosem. Zaskoczona uniosłam brwi, a zaraz po tym roześmiałam się cicho. – No jasne, śmiej się ze mnie.

– Przepraszam, ale naprawdę nie masz czego się obawiać – uśmiechnęłam się szerzej i złapałam go za rękę. – Moi rodzina jest naprawdę bardzo miła. Tata może na początku wyglądać niemiło, ale jest naprawdę super i na sto procent cię polubi.

Mój Przypadkowy Hokeista [16+] ZAKOŃCZONEOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz