Rozdział XVI

2.2K 105 9
                                    

Eleanor

Słyszałam każdy najmniejszy szmer, jakby ktoś specjalnie szurał butem tuż przy moim uchu. Sennym wzrokiem rozejrzałam się tu i tam, a jedyne co mogłam zauważyć, to to, że znajdowałam się w sypialni Caleba.

Błyskawice rozjaśniały ciemne niebo, a deszcz nie przestał uderzać w okna. Mimo zaświeconej w rogu lampy, bałam się zmrużyć oka. Udało mi się zasnąć już raz, po czym koszmary wróciły i nawiedzały mój umysł, jak zjawa, przez co zbiegłam wystraszona do kuchni i natknęłam się na szatyna. Byłam ledwie przytomna, gdy go spotkałam, oraz wtedy, gdy zabrał mnie tutaj i ułożył do snu. Pamiętam jedynie to, jak bezpiecznie poczułam się w jego ramionach, kiedy mnie nimi objął. Poczułam się jak dawniej, bo on był moim bezpieczeństwem.

A jak go nie było, potwory wracały.

Kiedyś rzadko miewałam koszmary. Chociaż wychowywałam się w strasznej i przerażającej dla innych rodzinie, nie odczuwałam nigdy w niej strachu. Widziałam tysiące razy to, jak mój ojciec, czy Mason, zabijali na moich oczach człowieka, mając kilkanaście lat. Widziałam lejącą się krew, odcięte głowy, i wiele innych rzeczy, a w nocy zasypiałam spokojnie, tak samo budząc się nazajutrz. Ale wszystko z biegiem lat się zmienia, i tak też było w moim przypadku.

Pierwszy koszmar miałam cztery miesięcy po wyjechaniu ze Stanów. Z początku były to tylko złe sny, które zazwyczaj szybko się kończyły, ale z czasem było coraz gorzej – budziłam się w nocy zlana potem, doznawałam paraliżu sennego, a po wybudzeniu – widziałam postać Giorgia. Pojawiał się przede mną i zachowywał się dokładnie tak samo, jak wtedy, gdy mnie porwał, a w dłoni cały czas trzymał białą różę.

Zegarek wskazywał trzecią w nocy. Brałam gwałtowne wdechy, wdychając ciężkie powietrze. Czułam się osaczona, bez tlenu. Jakby ktoś przygniatał moje ciało i za wszelką cenę nie chciał ze mnie schodzić. Nie wytrzymałam – zerwałam się na równe nogi w sekundę i skierowałam wzrok ku okna balkonowego, za którym można było dostrzec pogrążony w blasku księżyca las. Powoli stawiałam kroki w stronę balkonu, skupiając się jedynie na obiekcie za szkłem, oraz na odbijających się kroplach deszczu od okien. Świat wokół mnie zdawał się być nierealny, nierzeczywisty, jakbym dalej tkwiła w moim koszmarze.

Z każdym kolejnym krokiem, moje serce coraz bardziej podchodziło mi do gardła. Wcześniej piękny i zielony las, zmienił się w ponurą otchłań, z której zaraz ma się wyłonić prawdziwy potwór, który czyha na mnie każdej nocy i czeka na odpowiedni moment, by zawładnąć moją duszą i porwać mnie w swoje macki.

Wyciągnęłam dłonie przed siebie, chwytając klamkę. Wychodząc na balkon, uderzyło we mnie chłodne powietrze. Deszcz spadał z nieba prosto na mnie, a kosmyki włosów przyklejały się do mojej zmęczonej twarzy. Uważałam, aby się nie poślizgnąć i podeszłam do barierki, wciąż patrząc się w jeden obiekt.

Czerń, mrok, las.

Cień, sen, otchłań.

Przemoczona, nawet nie zwracałam uwagi na to, że deszcz zmoczył całe moje ciało. Byłam zbyt zajęta chłonięciem każdego zakamarku oddalonego lasu, dopóki nie poślizgnęłam się i nie upadłam na tyłek. Głośny trzask pioruna był niczym wystrzał z karabinu. Nawet gorzej – z czołgu.

- Och... - wymamrotałam pod nosem, czując palący mnie ból.

Ostrożnie podniosłam się z powrotem na równe nogi i posłałam ostatnie spojrzenie mrocznej otchłani. Zamykając drzwi balkonowe, zdecydowałam się też na zakrycie ich zasłoną – zrobiłam to z każdym oknem.

Moja piżama była cała mokra. Pozbyłam się niej, a z garderoby wygrzebałam bluzkę Caleba. Wskoczyłam z powrotem do łóżka i utkwiłam wzrok przed siebie – tam, gdzie ostatni raz tej nocy stał cień.

THE KING - Mafia Life #2 || 18+Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz