ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY

29K 2.1K 2.1K
                                    

Hayden

Blake wpatruje się we mnie tymi swoimi wielkimi, szarymi oczyma, a ja po raz pierwszy nie potrafię odczytać, co dzieje się teraz w jej głowie.

Pewnie spory wpływ ma na to fakt, że po powrocie do domu z Wisconsin dałem się namówić chłopakom na wypicie kilku butelek piwa i teraz znowu nie dość, że muszę się uporać z ciągle buzującymi we mnie po wygranym meczu emocjami, to jeszcze z podkręcającym je, płynącym w moich żyłach alkoholem. Ostatnim razem, gdy byłem w takim stanie, z jakiegoś powodu nie potrafiłem zignorować obecności Blake i obawiam się, że teraz również tak będzie.

– Cześć – odzywam się w końcu, stojąc przed nią z jej koszem na pranie w dłoniach.

– Cześć – dziewczyna odpowiada mi dopiero po kilku sekundach. Opuszcza wzrok i przygryza dolną wargę, jakby dopiero teraz uświadomiła sobie, że zbyt długo się we mnie wpatrywała. – Przepraszam – dodaje cicho. – Nie widziałam, jak wychodzisz ze swojego pokoju.

– Nic dziwnego, skoro sterta prania zasłaniała ci cały widok.

– Muszę je wstawić – tłumaczy, zerkając na drzwi prowadzące do piwnicy.

– Zniosę je na dół – decyduję, bo istnieje duże prawdopodobieństwo, że jeżeli tego nie zrobię, Blake spadnie z tym koszem ze schodów.

Poza tym, chyba po prostu chcę spędzić z nią sam chociaż tę minutę czy dwie.

– Nie trzeba. – Zanim zdąży się zastanowić, co robi, wyciąga ręce po kosz i kładzie drobne dłonie na moich.

Dotyk jej delikatnej skóry sprawia, że wszystkie mięśnie w moim ciele mimowolnie się napinają. Przez to, że wciąż jestem obolały po meczu, reakcja ta sprawia trochę bólu, ale, kurwa, nie mam nic przeciwko temu. A wręcz przeciwnie.

– Nie zamierzam z tobą dyskutować, Blake – oznajmiam stanowczym tonem i unoszę wysoko brwi, na co usta dziewczyny delikatnie się rozchylają. – Idź na dół. Ja pójdę za tobą.

Dopiero teraz się ode mnie odsuwa. Ciepło jej dłoni znika, wywołując u mnie dziwne poczucie pustki. Blake podchodzi do drzwi i je otwiera, a następnie zapala światło i powoli schodzi na dół po drewnianych, skrzypiących schodach. Zaintrygowany obserwuję, jak stawia wolne kroki na każdym stopniu, pewnie w obawie, że się na nich poślizgnie.

Podążam za nią dopiero, gdy jest gdzieś w połowie drogi. Kiedy docieramy do pralnio-suszarni, Blake włącza małą lampkę, która zwisa z sufitu na gołym kablu. Nie ma tutaj nic poza potrzebnymi urządzeniami oraz stertami ubrań, które prawdopodobnie należą do Kierana i Calluma. W powietrzu unosi się ostry zapach proszku i płynu do płukania, który chociaż na chwilę odwraca moją uwagę od owocowych perfum Blake.

Odstawiam kosz z jej brudnymi ubraniami na podłodze. To prawdopodobnie moment, w którym powinienem stąd wyjść i udać się na górę, ale z jakiegoś powodu wciąż stoję w miejscu i obserwuję, jak dziewczyna wrzuca swoje pranie do automatu. Jej brązowe włosy są delikatnie zmierzwione, a błękitny dres wygnieciony. Widzę, jak bardzo stara się zignorować moją obecność, ale średnio jej to wychodzi. Stresuje się. Drżą jej dłonie. Mimo to nic nie mówi. Nie pyta, dlaczego wciąż tu stoję. Może nie chce, żebym wychodził?

Nie rozmawialiśmy od popołudnia, które spędziliśmy razem na oglądaniu telewizji i jedzeniu makaronu. Miałem okropne wyrzuty sumienia przez to, że tak bardzo się do niej zbliżyłem. Zwłaszcza, gdy do domu wrócił Callum, a ja uświadomiłem sobie, że podrywałem jego młodszą siostrę za jego plecami. Teraz jednak znowu jakoś średnio mnie to interesuje. Właściwie, to chyba nawet wcale.

Red Shirt. Scars On Ice #1 | +16Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz