Rozdział XVIII

2.1K 128 15
                                    

Eleanor

Zerkałam ukradkiem na drzwi, aby przypadkiem nikt nie wszedł do środka. Trzy pozytywne testy ciążowe, które trzymałam w dłoni, przerażały mnie jak nic innego. Wpatrywałam się w to pierwszy, w to drugi i trzeci, hamując spływające od kilku godzin łzy. Nie mogłam pojąć tego, że to działo się naprawdę. Po prostu wydawało się to nie rzeczywiste...

A jednak – zostanę mamą.

I to bliźniaków.

Strach, smutek i jednocześnie zalążek radości, toczyły ze sobą bitwie z mojej głowie. Nosiłam w brzuchu dwa maleństwa, które są zależne tylko i wyłącznie ode mnie. A miałam zaledwie dwadzieścia cztery lata, nie miałam pojęcia o zajmowaniu się dziećmi.

Macierzyństwo i tak wkrótce by mnie dopadło, ale liczyłam na to, że stanie się to później. Nie, kiedy miałam na głowie Giorgia, kiedy pojawiła się Rita i nie wtedy, gdy między mną a Calebem, jest jeden wielki bałagan. Czułam, że sobie nie poradzę – nawet mając przy sobie bliskich, utrzymanie bliźniaczej ciąży w sekrecie przed Villą, będzie trudne. A on nie odpuści – wręcz przeciwnie, kiedy dowie się, że noszę pod sercem dzieci należące do jego największego wroga, posunie się do wszystkiego, aby mnie porwać i pozbyć się moich maleństw.

To wszystko było popaprane. Mętlik w mojej głowie był jak istne tornado. Bałam się praktycznie wszystkiego, a najbardziej reakcji Caleba. Nie żyłam z nim ostatnio w zgodzie, a fakt o tym, że nasz ostatni seks przyczynił się do mojej ciąży, wszystko komplikował.

No i jeszcze Francesco...

Załamana, odłożyłam testy na stolik, i czym prędzej położyłam się do łóżka. Cały mój świat wywrócił się do góry nogami z dnia na dzień, a zło dalej na mnie czyhało. Mimo tego, że nie planowałam być matką w tak młodym wieku, zamierzałam dać moim dzieciom prawdziwą i kochającą rodzinę. Pragnęłam ochronić je przed wszystkim, nawet jeśli sama nie potrafię ochronić się przed potworami.

~♟️~

Wyjście poza mury rezydencji, wcale nie było takie łatwe. Poranna kłótnia z Calebem jedynie podniosła mi ciśnienie, ale ostatecznie pozwolono mi pojechać do Manhattanu, na upragnione zakupy. W domu czułam się przytłoczona – musiałam wyjść i uwolnić się z tego więzienia, odetchnąć chociażby na chwilę.

W towarzystwie ochroniarzy, przechadzałam się po galerii handlowej, kupując mnóstwo rzeczy. Mimo ciągłego strachu przed Giorgiem, dziś wyjątkowo starałam się o nim nie myśleć i skupić się na sobie. Potrzebowałam chwili dla siebie, a zakupy były czymś, co oderwało mnie od rzeczywistości.

Spacerując po jednym z butików, nogi same poniosły mnie na dział niemowlęcy. Łzy wzruszenia same pojawiły mi się w oczach, gdy obserwowałam te wszystkie maleńkie ubranka. Minęła chwila, dopóki się nie ocknęłam i nie wyszłam ze sklepu, powstrzymując się od płaczu.

Tak, ostatnio płakałam jak istna beksa.

Moje zakupy przerwał wibrujący telefon. Wygrzebałam go z torebki, po czym odebrałam połączenie, dalej oglądając ubrania.

- Elen, wracaj do domu – rozkazał Troy, a w jego głosie można było wyczuć, że coś jest nie tak.

- Coś się stało? – zapytałam, zatrzymując się.

- Przyszyły wyniki badań z laboratorium. Rita... Eleanor, musisz tu przyjechać.

Nie odpowiedziałam. Zamiast tego, pędem ruszyłam do wyjścia, a za mną podążyli moi ochroniarze.

Drogę powrotną przeżyłam w stresie, a kiedy powoli zbliżaliśmy się do rezydencji, zżerał mnie stres. Na drżących nogach wysiadłam z auta i udałam się do środka. Troy czekał na mnie przy wejściu, a jego grobowa mina mówiła, że jest naprawdę poważnie.

- Chodź - mruknął i poprowadził mnie do swojej sypialni.

Przełknęłam ciężko ślinę, rzucając mu pytające spojrzenie. Ten jednak je zignorował i podszedł do biurka, zgarniając z niego jakąś teczkę, którą następnie mi podał.

- Zanim otworzysz... - wtrącił, wgapiając się we mnie lodowatymi oczami – Elen, to jest popierdolone. Nie wiem, o co chodzi, ale wyniki DNA wykazały, że...

Uciszyłam go ruchem dłoni, po czym szybko otworzyłam teczkę. Przejrzałam jej zawartość, dokładnie wszystko czytając.

I przysięgam, że to był najgorszy dzień w moim życiu.

W dokumentach było imię i nazwisko osoby, którą chciałam sprawdzić, ale też inne informacje, które zebrał Troy z Francesco. Nogi się pode mną ugięły, kiedy puzzle układanki ułożyły mi się w całość.

Tiffany Martin – Hoover

Urodzona 17 lipca 1978 roku

Data śmierci: 13 maj 2003 roku

- Troy... - wychrypiałam przez łzy.

To było nie do pojęcia.

Rita była moją matką. 

THE KING - Mafia Life #2 || 18+Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz