ROZDZIAŁ DZWUDZIESTY DRUGI

26.3K 2.2K 2K
                                    

Hayden

– Cześć, Olivia. Jak się bawisz?

Szczerze mówiąc, gówno mnie to obchodzi, ale od czegoś trzeba zacząć.

Wystarcza jedno spojrzenie blondynki, bym zorientował się, jak głupi jest mój pomysł, który parę sekund wcześniej postrzegałem jako wyśmienity. Działanie pod wpływem chwili zdecydowanie nie należy do moich mocnych stron. Najpierw rozmawiam z Kenzie o tym, że jej zdaniem Cal nie wkurwiłby się na mnie aż tak bardzo za to, że uganiam się za jego siostrą, bo przez ostatni rok się zmieniłem, a teraz robię wszystko, by udowodnić mu, że wcale tak nie jest.

Niestety już za późno, żeby się wycofać. Olivia posyła mi szeroki, opływający zadowoleniem uśmiech. Wpatruje się we mnie, trzepocząc swoimi długimi, przesadnie wytuszowanymi rzęsami, które wyglądają trochę jak odnogi jakiegoś okropnego owada.

– Cześć, Hayden – odpowiada flirciarskim tonem. Zdążyłem go poznać na ostatniej imprezie w naszym domu. – Teraz o wiele lepiej niż przed chwilą.

No jasne, w końcu mój kutas to twoja przepustka do chwały.

Przynajmniej wiem, że nie muszę tego dłużej przeciągać. Ta dziewczyna jest tak bardzo zaślepiona okazją, jaka jej się przytrafiła, że gdybym jej kazał, to bez wątpienia obciągnęłaby mi na oczach tych wszystkich ludzi. Jak to możliwe, że kiedyś podobały mi się takie jak ona?

– Właśnie stąd wychodzę – informuję, w międzyczasie zerkając kątem oka w stronę baru, skąd obserwuje mnie nie tylko Callum, ale też Kenzie i Devon. – Idziesz ze mną?

Uśmiech dziewczyny jeszcze bardziej się poszerza.

– Już myślałam, że nigdy tego nie zaproponujesz. – Ja też, kurwa. – Chodźmy. – Olivia próbuje złapać mnie za ramię, ale strącam z siebie jej dłoń, zanim zdąży ją na nim zacisnąć.

Spogląda na mnie zdezorientowana, ale nic nie mówię. Kiwam głową w stronę wyjścia, a ona rusza do drzwi niczym posłuszny piesek. Mam ochotę przewrócić oczami na ten widok, ale na szczęście się powstrzymuję.

Przepychając się przez tłum ludzi, unikam spojrzeń, które rzucają w moją stronę Kenzie i Devon. Pewnie będę miał u nich przejebane. Zwłaszcza u Kenz.

Pierwsze komplikacje w moim chujowym planie pojawiają się zaraz po opuszczeniu lokalu. Z początku już na parkingu zamierzałem powiedzieć Olivii, że ma ode mnie spierdalać, ale przecież nie mogę tego zrobić, jeżeli nie chcę, żeby wróciła do środka. Skoro i tak się upokorzyłem, to przynajmniej niech z całej tej sytuacji wynikną jakieś plusy. Niech Cal myśli, że rzeczywiście się z nią przespałem. Przynajmniej nie będzie niczego podejrzewał w związku ze mną i Blake.

Udaję się więc z podekscytowaną dziewczyną do swojego samochodu. Przez cały czas coś do mnie gada, ale w ogóle jej nie słucham. Nawet nie udaję, że jest inaczej. Wiem, że mieszka w domu wynajmowanym przez członkinie Chi Omega, dlatego właśnie do niego się kieruję. Przez to, że mieści się w tej samej okolicy co ten zamieszkiwany przeze mnie i chłopaków, Olivia chyba myśli, że tam ją zabieram.

Każda minuta w jej towarzystwie sprawia, że staję się coraz bardziej spięty. Ona najwidoczniej tego nie zauważa, bo w pewnej chwili zbliża się do mnie i zaczyna przesuwać długimi paznokciami po moim ramieniu. Zaciskam zęby, ale nic nie mówię. Przynajmniej do chwili, w której jej dłoń sunie niżej, po mojej klatce piersiowej i brzuchu. Odciągam ją od siebie i posyłam jej spojrzenie, które raczej nie należy do tych najprzyjemniejszych. Na twarzy dziewczyny dostrzegam zaskoczenie.

– Dlaczego tak bardzo zależy ci na tym, żeby się ze mną przespać? – pytam, czym tylko bardziej ją dezorientuję.

– Co?

Red Shirt. Scars On Ice #1 | +16Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz