O N E

12 2 1
                                    

Przyjemny odgłos kropel deszczu, obijających się o okno, rozbrzmiewał w pomieszczeniu. Lekkie podmuchy wiatru i rozjaśniający niebo blask burzy. W kącie pokoju siedziała ona, cała zalana łzami i trzęsąca się z zimna. Świat był okrutny, wiedzieliśmy to dobrze, ale żeby naprawić to, co chcemy, musimy się starać.

Minęła godzina, a potem następna, aż wreszcie podniosła się, otarła łzy i skierowała w stronę kuchni. Jej chude nogi i ręce, podkrążone oczy i zepsuty kok, mówiły o tym, jak bardzo, cierpi. Następna nieprzespana noc oraz następny tragiczny dzień w szkole. Wyjęła z lodówki składniki potrzebne na śniadanie, po czym z dokładnością zrobiła posiłek. Nie zjadła go, nawet nie wsadziła widelca do ust, po prostu pobrudziła talerz, a jedzenie wyrzuciła do woreczka. Pobiegła do pokoju, przy okazji ogarniając swoje włosy, po czym przebrała się w czyste dresy i wyszła z domu. Wywaliła woreczek z jedzeniem i ruszyła do szkoły zwaną dla niej piekłem. Droga wcale nie mijają wolno, to wszystko, co się działo było za szybko. Wejście na teren szkoły, setki uczniów przed budynkiem i wzrok każdego z nich na jednej osobie, która nic nie zawiniła a, przeżywała piekło.

Szmery, odgłosy obijających się butów o zimne płytki na szkolnym korytarzu dekoncentrowały Sophie jak co dzień. Starała się przejść obok wszystkich z opuszczoną głową, jednak znowu nie było jej to dane. Mocne szarpnięcie za włosy, to wszystko działo się powoli, jakby tak miało być, huk na cały korytarz poprzez uderzenie ciałem o szafki. To kolejny dzień oraz kolejna taka sama sytuacja, już dawno zdążyła się przyzwyczaić, nie chciała pomocy, bo wie, że by jej nie dostała nawet od nauczycieli, którzy obojętnym wzrokiem przechodzili obok jakby to była dla nich codzienność. Niestety ta codzienność spotykała tylko ją jedyną, każdy z każdym żył w zgodzie, ale ona przeżywała tu najgorsze.

Dziewczyna wstała powoli, odbijając się od szafek rękoma, popatrzyła w te wszystkie śmiejące się twarze, zastanawiając się co takiego im w życiu, zrobiła. Nie płakała, nie trzęsła się, nawet nic nie powiedziała. Odwróciła się na pięcie od pozostałych, ruszając w kierunku klasy, w której miała odbywać się biologia.

-Ej, puszczalska! Może pokażesz nieco swojego ciałka, jeśli pokazałaś dla własnej siostry, męża? Dałaś dupy, a teraz nawet boisz się odezwać.- nie zwracając uwagi na słowa chłopaków, dalej nie przestawała kierować się w swoją stronę.-Uważaj, bo skończysz jak swoja siostrzyczka!- na korytarzu nagle stało się niewyobrażalnie głośno, wydawało się, że cała szkoła wraz z nauczycielami wpadli w ogromny miech, jednak tak nie było. Jedni się śmiali, jedni obserwowali tę całą sytuację a kilka osób, patrzyło ze smutkiem w oczach na to wszystko, bojąc się zareagować.

Był jeden temat, którego nienawidziła oraz wzbudzał w niej cierpienie, nie chciała czuć bólu, ale zawsze nadchodził. Szybko odwróciła się w stronę najbardziej irytującego chłopaka, po czym ruszyła. Można by było powiedzieć, że nawet do niego biegła, ale wszystko wyglądało jak w zwolnionym czasie, nikt się nie spodziewał, że dziewczyna tym razem co zrobi. Podbiegła do Liama, po drodze wypuszczając kilka łez, które niespodziewanie znalazły się w jej oczach, chciała pokazać, że nie można poruszać tego tematu. Zamachnęła się z całej swojej siły, którą jeszcze miała i mocno uderzyła chłopaka w nos, widać, że go to zabolało. Liam nie chciał zostać dłużny jej czynom i tak szybko, jak to się stało, tak również się skończyło. Sophie stojąc z zamkniętymi oczyma nie, poczuła nic, zdziwiła się, bo zawsze obrywała, jednak nie tym razem. Otworzyła oczy, spoglądając na dłoń znajdującą się tuż przed twarzą.

Przekręciła swoją głowę w bok, zauważając inną męską doń trzymającą rękę chłopaka, podniosła swój wzrok na swojego wybawiciela i zauważyła jedną rzecz, którą zapamiętała z ostatniego wieczoru. Nieskazitelnie niebieskie, hipnotyzujące oczy, ten mężczyzna po raz drugi ratuje dziewczynie życie, znowu go spotkała. Szybko wychodząc z zamyślenia, wróciła wzrokiem do Liama, który również z niedowierzaniem spoglądał na chłopaka, tak jak to robiła Sophie przed chwilą.

-Nigdy więcej, nie waż się mówić o mojej siostrze, zrozumiano? - syknęła tak ostro, że niektórzy mogli by pomyśleć o jadzie wypływającym z jej słów, który próbuję zatruć Liama. Jego głowa z twarzy nieznajomego przeniosła się znowu na dziewczynę, syderczo się uśmiechając.

-Przepraszam, tak bardzo cię uraziłem, mówiąc że będziesz jak swoja siostra? - zaśmiał się swoim sarkastycznym głosem.- Cynthia nie wiedziała co robi, dlatego teraz jest martwa. Widocznie ty również, chcesz do niej dołączyć, dziewczynko.

Słowa chłopaka nagle zaczęły obijać się echem, jakby wykrzyczał je z całej siły, ale on tylko powiedział. Sophie z drżącymi rękoma zrobiła jeden krok w tył, przypominając sobie wszystko.

-Słyszysz mnie Cynthia?! Nie możesz ode mnie odejść, jesteś moją własnością! - krzyk rozniósł się po całym domu, ale Sophie była przyzwyczajona, jak nie rodzice to młode małżeństwo. - Jesteś nic nie wartą idiotką! Jak śmiałaś mnie uderzyć, zabije cię! - w tym momencie słychać było tylko krzyk i nie był to krzyk, który Sophia znała ten krzyk był inny, pełen bólu. Szybko zbiegła ze schodów, by jak najszybciej zobaczyć co się stało. Jednak ten widok, przerósł jej wszytskie myśli..

Nagle każdy dźwięk powrócił z podwójną siłą, usłyszała tylko jakby coś się łamało. Nie była w stanie zobaczyć co się stało, jej wzrok był zamglony. Szepty i krzyki ludzi ustały, nagle zrobiła się głucha cisza. Dziewczyna nie myślała zbyt dużo, wybiegła ze szkoły o mało co się nie potykając o własne nogi. To było jej życie, które musiała znosić, chciałaby żyć normalnie ale nie mogła.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Dec 20, 2021 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Between usWhere stories live. Discover now