Rozdział 21. 21 lipca 2001

238 10 0
                                    

Siedziałam w swoim mieszkaniu przy stole, na którym leżał pęk kluczy, pierścionek oraz dwie obrączki. 

Drżałam. 

Draco przyglądał mi się uważnie zmęczonymi i smutnymi oczami. 

- Pamiętasz? - zapytał cicho. 

- Zamieszkaliśmy razem po Hogwarcie. 

- Tak. 

- Oświadczyłeś mi się w naszym mieszkaniu. W naszej sypialni. 

- Tak. 

- Wzięliśmy ślub. 

- Tak. 

- Jesteśmy rozwiedzeni? Nazywałam się.. Pamiętam, że nazywałam się Granger-Malfoy. Teraz wszystkie moje dokumenty są na Granger. 

- Tak, nasze małżeństwo zostało unieważnione. 

Było mi słabo. Podniosłam się, opierając o stół. 

- Hermiono, dobrze się czujesz? 

- Nie - warknęłam. - Jak mam się dobrze czuć? Dlaczego tego nie pamiętam? 

- To nie jest wszystko - szepnął, a w jego oczach zabłyszczały łzy. Zrobiło mi się niedobrze. 

- TO nie jest wszystko? - jęknęłam, czując również, jak moje oczy zaczynają piec. Nie wiedziałam, jak poradzę sobie później z takim natłokiem informacji. 

- Jeśli chcesz, możemy do tego wrócić innego dnia, jeśli to dla Ciebie za dużo. Musisz wiedzieć, że to, co.. Co muszę Ci jeszcze powiedzieć, nie jest miłym wspomnieniem. 

- Chcesz mi powiedzieć, dlaczego się rozwiedliśmy? 

- Powiedzmy, że po części tak. 

- Zdradziliśmy się? 

- Co? Salazarze, nie, nie zdradziliśmy się. Żadne.. Żadne z nas nie zrobiło nic w kierunku tego, żeby to małżeństwo się rozpadło - powiedział cicho, wpatrując się wciąż w moją twarz. Opadłam z powrotem na krzesło, oddychając ciężko. 

- Dobrze, chcę wiedzieć teraz. Co się wydarzyło po naszym.. Naszym ślubie? 

Draco westchnął ciężko, przeczesując włosy drżącymi palcami. Przejechał wierzchem dłoni po oczach, po czym zrzucił z siebie płaszcz i ściskając prawą dłoń w pięść, podwinął lewą ręką rękaw swetra na prawym przedramieniu. Wyjął z kieszeni różdżkę i wypowiedział cicho zaklęcie. Na jego ręku pojawił się kolejny tatuaż. 

- Zaklęcie maskujące? - zmarszczyłam brwi ze zdziwieniem. - Nie widziałam wcześniej tego tatuażu. 

- Ulepszone zaklęcie - mruknął, układając rękę na stole. - Czy widzisz, co tam jest napisane? 

Nachyliłam się. 

- 21 lipca 2001 - powiedziałam na głos, wciąż marszcząc brwi. Spojrzałam na niego zdziwiona, gdy nagle.. 

Och, Godryku. 

Grudzień 2000

Jak ja mu to powiem? 

Jak. Ja. Mu. To. Powiem. 

Chodziłam w kółko po sypialni, obgryzając skórki dookoła paznokci z nerwów. Zerknęłam na zegarek; powinien niedługo wrócić z pracy. Westchnęłam zrezygnowana, przejeżdżając dłonią po twarzy. 

- Przecież to nic złego, tak? - mówiłam do siebie, próbując samą siebie pocieszyć. Usiadłam na łóżku i ukryłam twarz w dłoniach. - To nic złego. 

Cheers to the New Year | dramione | zakończoneWhere stories live. Discover now