Rozdział 1 Promienie Słońca

3.7K 207 40
                                    

Zimny oddech sprawił, że moje ciało ponownie przeszyły dreszcze. Jednak one były niesamowicie przyjemne. Od razu zapragnęłam więcej. Zamknęłam oczy, odchylając głowę w tył, oddając się rozkoszy, która niemal rozpływała mnie w środku.

Mogłabym tak trwać i trwać, nie potrafiłam określić, czy było coś przyjemniejszego, niż jego dotyk, niż jego chłodne usta.

Niż on.

Otworzyłam pospiesznie oczy, tylko po to, aby po chwili znowu je zamknąć. Zasłoniłam sobie twarz dłonią, ponieważ słońce zdążyło mnie oślepić.

Rzadko się zdarzało, żeby w Dolinie Koniecznej tak mocno świeciło słońce. Niemal graniczyło to z cudem. A ja oczywiście, musiałam zasnąć w pełnym słońcu.

Spojrzałam na siebie. Ubrana byłam w kolorowe bikini. Moja skóra nadal nie przypominała tej, którą miałam przed przeprowadzką, jednak zdecydowanie opaliłam się bardziej niż z zeszłym roku. Zawsze szybko się opalałam. Dosyć prędko przybierałam śliczny brązowy odcień.

Westchnęłam głęboko i wzięłam zimny napój ze stolika obok mnie. Wypiłam dwa łyki, zanim zorientowałam się, że zrobił się on już ciepły i niesmaczny. Skrzywiłam się i odłożyłam go z powrotem, mrużąc oczy.

Znowu ten sam sen. Jak tylko mój umysł się wycisza, dopuszcza do siebie tylko jeden obraz. Nic więcej. Tylko on.

Jakkolwiek starałabym się zapomnieć, nie potrafiłam. Wszystko, co wydarzyło się w Dolinie Koniecznej w zeszłym roku, odcisnęło piętno na mnie i poniekąd, na wszystkich mieszkańcach. Lecz zostało to już zażegnane, na nowo wśród ludzi zagościł spokój, a mieścina stała się znowu bezpieczna i przewidywalna. Codzienność wyglądała tak samo, żyliśmy jak dawniej.

Miałam wrażenie, że wszyscy już zapomnieli, co miało miejsce niespełna pół roku temu. Ludzie, którzy wyjechali, wrócili z powrotem do swoich domów. Mieszkańcy się otrząsnęli, przestali opłakiwać ofiary, ponieważ zdali sobie sprawę, że życia im nie wrócą. Policjanci wrócili do swojej nudnej pracy, która polegała na podpinaniu decyzji i papierkowej roboty.

Chyba tylko ja, pomimo samozaparcia, nie mogłam o tym zapomnieć. Tkwiło to w mojej podświadomości, w miejscach, z których wspomnień wymazać się nie dało.

Westchnęłam raz jeszcze, biorąc na ręce Rozkosznego, który pałętał się gdzieś koło mojego leżaka. Nawet on, zwykły kot, zapomniał, że został zaatakowany. Dlaczego wszyscy wrócili do normalności, tylko ja nie potrafię.

W szafie pod łóżkiem trzymałam zasuszone róże, które dostałam od niego. Nie potrafiłam ich wyrzucić. Byłam osobą bardzo sentymentalną, zwłaszcza do takich rzeczy. Nie mogłam. Nie potrafiłam.

Otrząśnij się! – rozkazywałam sama sobie, niemal każdego dnia. Kończyło się to klęską.

Nie jest to jednak tak, że zamartwiałam się każdą chwilą. Było inaczej. Rozpoczęłam nowe życie, które powinno zacząć się w kwietniu zeszłego roku. Skończyłam z pracą na policji, znalazłam taką, gdzie mogę całkiem przyjemnie spędzić swój czas. Pracowała też tam moja mama, więc spędzałyśmy ze sobą naprawdę dużo czasu. Miałam przyjaciół, wszystko toczyło się dobrze.

Na pozór.

Czułam taką pustkę, za każdym razem, kiedy o nim pomyślałam. Nie mogłam przestać o nim myśleć. Nasze ostatnie spotkanie zapadło mi w pamięć jak nic innego. Jego dotyk i zimna skóra śnią mi się po nocach, przygrywa mi w myślach piosenka, do której razem tańczyliśmy ostatni raz.

Nocny Szept ✔️Where stories live. Discover now