Pojechaliśmy do Canaan. Wspólnie ze Scottem, Malią i Lydią. Było to opustoszałe miasteczko, wymarłe. Nie było w nim życia, jakby coś wyssało radość z tego miejsca. Spacerowaliśmy uliczkami rozglądając się. Nie było słychać bicia serc, zapachu, nie było żywej duszy. Rozdzieliliśmy się, a to co zobaczyłam mnie przeraziło na ziemi leżał mój ojciec z wbitym nożem w plecy, mama bez szyszynki, a ja po środku z wbitym nożem prosto w serce. Obróciłam się i dostrzegłam Theo, który celował do nas.
-Mama? Tata? Theo?-nie dowierzałam. Ocknęłam się dopiero z tego transu, jak Lydia złapała mnie za ramię
-Nie ma tu ich-stwierdziła- Już dobrze
-Widziałam ich-nadal przed oczami miałam ten obraz
-To nie było na prawdę. Energia tego miejsca wywołuje zwidy-wytłumaczyła rudowłosa
-Ustalmy coś skoro Stiles nas tu przysłał-odezwał się alfa
-A kogo chcesz zapytać?-Malia zadała pytanie
-Jego-wskazałam na małego chłopca przed nami, lecz gdy alfa go zawołał zaczął uciekać. Pobiegliśmy za nim i taki sposobem dotarliśmy do jego domu, gdzie spotkaliśmy kobietę, banshee.
-Goście!-ucieszyła się na nasz widok-Caleb tak się ucieszy. Od dawna nie ma się z kim bawić. Usiądźcie, a ja przyniosę coś do picia-wykonaliśmy jej polecenie i siedliśmy na kanapie.
-Właśnie tą kobietę widziałam w lustrze-wyjaśniła Lydia
-Lemoniada z przepisu mojej mamy-wróciła z tacką lemionady- O ile dobrze go pamiętam. Zawsze podawaliśmy ją gościom.
-Szukamy kogoś-zaczęła od razu Malia
-Przyjaciela. Może go pani widziała? Nazywa się Stilese-dodał coś od siebie dowódca
-Od dawna nikogo tu nie było-odpowiedziała kobieta
-Od jak dawna?-dopytałam-Od ósmego kwietnia 1987 roku?-wyciągnęłam z kieszeni kartkę, którą schowałam już wcześniej, gdy przeglądaliśmy to miejsce.
-Dlaczego ruszałaś te rzeczy? Nie należą do ciebie-spojrzała na mnie morderczym wzrokiem
-Co się stało?-zadał kolejne pytanie kobiecie Scott
-Urządziliśmy wtedy piknik sąsiedzki. Ludzie już od dawna stąd wyjeżdżali. Tego dnia wyjechali ostatni.
-Na raz?-zapytała rudowłosa-Zniknęli?
-Nie powiedziałam zniknęli, tylko że wyjechali-zdenerwowała się
-W obłokach zielonego dymu?-zapytała Malia, a wszystko co było w tej kobiecie puściło
-Po prostu wyjechali!-wstała z miejsca i krzyknęła
-Nie chcieliśmy pani denerwować-odezwałam się
-Pójdziemy już-zaproponowała Lydia. Zaczęliśmy wychodzić, lecz drzwi się nagle zamknęły przez co przystanęliśmy w miejscu. Zza rogu wyszła kobieta.
-Nie wyjdziecie. Już nikt nie opuści Canaan-rzekła -Już nigdy więcej- Scott dopadł do drzwi, lecz one ani drgnęły. Malia podeszła do okna i chciała je rozbić swoją siłą, ale też nic. Jakby kobieta się przygotowywała na ten dzień i miała w planach zostawić tu kogoś na siłę, jak na ten moment udawało jej się to. Byliśmy bezbronni.
-Co jest nie tak z tym domem?-zapytałam moich przyjaciół
-Lenore? Mogłabyś otworzyć drzwi?-próbowała Lydia
-Skoro już tu jesteście, musicie zostać. Caleb was lubi-podeszłam bliżej kobiety
-A my lubimy jego. Musimy pomóc naszemu miasteczku. Ludzie znikają... wyjeżdżają. Może nam pani pomóc.
-Jeśli chcą wyjechać, to wyjadą. Będą odchodzić, a wy nic na to nie poradzicie-odpowiedziała z grobową miną. Nie przypominała tej wesołej kobiety z pierwszej chwili jej poznania, była martwa duszą, wyssana z radości, jak całe to miasteczko.
-Chodźcie ze mną-odezwał się chłopiec, który pojawił się z przedpokoju. Poszliśmy za nim, lecz Lydia została z Lenore. Weszliśmy do średnio oświetlonego pomieszczenia, gdzie chłopczyk już na nas czekał na środku pokoju. Gdy zeszliśmy po małych stopniach poczuliśmy wodę pod nogami. Scott zmarszczył brwi i podszedł do okna, które było dość wysoko.
-Caleb pomożesz się nam stąd wydostać?-zapytałam. Chłopiec podszedł do telewizora i puścił kasetę.
-Musicie zostać, bo mama tak powiedziała-odpowiedział mi mały
-Musimy wracać do domu-dodał Scott
-To jest wasz dom-gdy chcieliśmy wyjść było już za późno, bo ponownie tego dnia drzwi się zatrzasnęły.
-Audrey, Scott pozwólcie tu na chwilę-podeszliśmy do brunetki i wspólnie zaczęliśmy oglądać kasetę z chłopcem-Spójrzcie na datę-data wskazywała 12 sierpnia 1985 rok.
-Caleb wiesz kiedy się urodziłeś?-zadałam chłopcu kolejne pytanie. Chłopak obrócił się w naszą stronę.
-W 1976 roku-odpowiedział pewnie
-A kiedy zmarłeś?-zadał pytanie tym razem Scott
*W tym samym czasie u Liama i Hayden*
Pov. Liam
Podczas drogi tunelami natknęliśmy się na mamę Kiry, która przekazała nam miecz, aby odzyskać Theo.
CZYTASZ
Córka Lucyfera || Teen wolf || Theo Reaken
Werewolf-Audrey -zaśmiał się nerwowo i opuścił wzrok-Nie sądziłem, że to będzie takie trudne-spojrzał ponownie na mnie- Nigdy nie znałem kogoś takiego, jak ty. Nigdy nie marzyłem, o innych tak, jak o tobie. Słyszałem, że miłość przychodzi raz w życiu i jest...