Rozdział 4

110 6 0
                                        

•Ricardo

Więc co ja mam zrobić?... Zgodzić się czy może odmówić. Nie mam pojęcia.
Wiem że Gabi by mnie wspierał ale to będzie za duża odpowiedzialność. Nie zdecyduje się chyba... No ale muszę RICARDO SKUP SIE!... Dobra.

-Okej.

Nie mogłem z siebie więcej wydusić. A jak bym wydusił to bym zrezygnował. Eh... No trudno postanowione. Mam nadzieję że drużyna będzie mnie wspierać. Nagle jakiś niebiesko-włosy chłopak przybiegł. To ten który się pytał o drogę do szkoły? Tak to ten.

•Niebiesko-włosy

-Hej! Kto tu jest kapitanem?

Zobaczymy kto z tego klubiku jest kapitanem. Oby wogóle był dziś tu. Chciał bym dołączyć ale chyba to nie będzie takie proste... Muszę znaleźć kapitana i trenera.

-jak jestem?

Ricardo odpowiedział z zawachaniem.

-Oo! My się rano widzieliśmy i jeszcze jakiś kiteczkowy t był.
-No fajnie... Ale co chcesz?
-Chce dołączyć do drużyny?! No pomyśle trochę po to tu przyszedłem!
-No to się trenera pytaj nie mni-.

nagle ktoś mu przerwał tylko kto to? Ooo to ta kiteczka.

-Ricardo zgudź się. Zawsze lepiej mieć kogoś w zapłacie.

Wtedy się na mnie spojrzał ten Di Rigo. No uśmiechnął się słodziutko jak to ja.

-Uh.. no okej ale od razu po lekcjach przychodź tu bo mamy trening. Czasami jeszcze nad rzeką ćwiczymy więc jak chcesz to przychodź.
-Okej! Nagle dał mi koszulkę klubową.
-No dzięki.
-To pa!

Krzyknąłem jak to zwykle robię. Ale jeszcze musiał się wtrącić. Ugh.

-Ej! Ale powiedz jak się nazywasz!

A no tak przecież nie mówiłem wszystkim...
-Nazywam się Aitor Cazador! No i muszę leciec papa!!! Nigdzie się nie śpieszę ale nie chce mi się z nimi gadać.

•Gabi

Okej dziś się dużo działo. Nie idę dziś do Ricarda na noc ale pogram z nim jeszcze trochę.

SKIIP TIMEEE😘

Eh pograłem trochę z Ricardem. Fajny jest odprowadził mnie pod sam dom. Zaprosiłem go i troszkę sobie pograliśmy w jakieś planszówki same nudy. Niestety Ricardo musiał iść już do domu ale umówiliśmy się, że się spotkamy jak będziemy iść do szkoły.
Jak zwykle się nie wyspałem bo nie mogłem zasnąć ale uśmiechnąłem sie na samą myśl że znowu się spotkam z Ricardem. Gdy już zakładałem buty i byłem gotowy by wyjść to przypomniało mi się ,że miałem telefon na górze więc po niego wróciłem. Zobaczyłem 3 nie odebrane połączenia od Ricardo.

-Pewnie się wkurzył że nie odbieram od niego.

Sam do siebie mówiłem. Wybiegłem z domu i zamknąłem drzwi. Biegłem i jak chciałem skręcić to zobaczyłem idącego Ricarda. Ale nie był sam... Był z nim... AITOR?! To na mnie nie czekał tylko z nim szedł? Bez sensu.

-Ricardo! Krzyknąłem głośno.
-Oo Gabi! Co ty tu robisz?
-Ide do szkoły?

No co z nim?...dziwnie się zachowuje. A dokładnie to zachowuje się jakby nie wiedział że do szkoły idziemy. Nie miałem zamiaru iść tym całym Aitorem. Chciałem iść sam z Ricardem. Jak zwykle ktoś się musi wtrącać. Nie będę kłamać chce tego smerfa walnąć... Ale Ricardo uzna że jestem jakimś pojebem a tego nie chce. Dziś jest trening muszę się pokazać by Ricardo wolał ze mną wracać a nie z jakimś nowym...

-A no tak...Hah.Zapomniałem*zaśmiał się*
-Ta...

Zmarszczył brwi patrząc się na smerfa. Naszczeście niedługo były wakacje. I będę mógł trochę spędzić czasu z idealną osobą na świecie czyli z Ricardem. Patrzyłem jak Ricardo pośmiechuje sobie z Aitorem. Ugh.. jak on mnie wkurza. Na szczęście nie chodzi z nami do klasy. Jest o rok młodszy. Kiedy Ricardo chciał mnie zaprosić do wspólnej pogadanki to Aitor zaczą coś gadać by nie zwracał na mnie uwagi. Byłem daleko w tyle i jak patrzyłem na nich to napłyneły mi łzy do oczu. Nikt z nich nie zauważył że kapią mi łzy na mundurek. Nagle zobaczyłem że ktoś z nich się zatrzymał. Na początku nie widziałem że przede mną ktoś stoi więc jak miałem głowę spuszczoną w dół to niechcący wpadłem na tego kogoś. Był wyrzszy więc to nie był Aitor więc to musi być Ricardo. Od razu się odsunąłem i przeprosiłem go. Szybko wytarłem oczy i się uśmiechnąłem do niego. Ale ten i tak musiał się zorientować co się stało.

-Hejj, co się stało?

Zapytał i zmarszczył brwi. Nie wiem co odpowiedzieć. Nie powiem mu w prosty że mi przykro bo mnie olewacie. No sory ale to było by głupie więc coś musiałem na szybko wymyśleć.

-To nic takiego.. tylko yyy... no... emm... Uderzyłem się w kolano. Tak w kolano.

Chyba mi nie uwierzył.

-Gabi mów prawdę!
-No dobrze dobrze... No po prostu przykro mi było że gadacie beze mnie i już... Zadowolony?

Musiałem powiedzieć bo nie umiem się sprzeciwiać mu.

•Ricardo

Czuemu mi nie powiedział w prost. Gabi i Aitor się chyba nie lubili więc dla tego nie chciał mi powiedzieć oco chodzi.

-Ekchem...

To był Aitor. Oco mu znowu chodzi.

-Mamy 3 minuty! Ricardo chodź szybko no!

No tak szkoła ale nie chciałem zostawić Gabiego i biec sam z Aitorem. Po jego oczach było widać że powie bym pobiegł z Aitorem . A on sobie dojdzie. No oczywiście zo go nie zostawię... Więc zlapałem go za nadgarstek i pobiegliśmy. Nie spodziewałem się że Gabi jest taki szybki. Jak już dobiegliśmy do szkoły to poszliśmy na lekcje. Jak zwykle usiadłem z Gabim. I zaczeła się lekcja.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Później będzie rozdział 5;)))

•|~this had to happen~|• (Ricardo X Gabriel)Where stories live. Discover now